© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
O 8:00 rano było po wszystkim, co stanowi mój rekord od lat, jeżeli nie życia. Od kilku dni deszcz padał nieprzerwanie, co niewątpliwie odstraszyło grzybiarzy. W chwili zebrania kosz był kopiasty, grzyby się ubiły po drodze, kilka zgubiłem, a dwa podarowałem na dobry początek dwóm grzybiarkom. Powrót do mojej starej miejscówki wypadł więc nadzwyczaj pomyślnie, przy czym zdążyłem przejść tylko kawałek, grzyby były od pierwszej minuty do ostatniej, co więcej wraz z zapełniającym się koszem i kolejnymi metrami było ich coraz więcej. Żal, że nie wziąłem aparatu, ale dziś musiałem wsiąść kalosze, które zajęły sporo miejsca w plecaku, dodatkowo trzeba zostawić miejsce na odzież, którą miałem zamiar zdjąć wraz z rosnącą temperaturą, co nie było konieczne, gdyż wyjechałem całkiem rano z lasu. Całe polany porośnięte z daleka widocznymi grzybami wyglądały nadzwyczaj efektownie. Podany czas zbioru jest zaniżony do czasu większości grzybiarzy, gdyż gros czasu, zajmuję mi powrót z grzybami do roweru, celem jego przesunięcia. To jest minus. Z drugiej strony, zebranych grzybów nie muszę nosić, a poza tym na mojej miejscówce, jestem w ciągu kilku minut. Oszczędzam więc jakieś 50 minut chodzenia po drodze, a w tym czasie zdążyłem zebrać prawie cały kosz :) Ogólnie cały las pachnie grzybami, zarówno tymi jadalnymi jak i trującymi. Na obecną chwilę sezon najlepszy od lat, a jeszcze nie tak dawno sporo osób panikowało, że grzybów w tym roku już na pewno nie będzie, jak co roku zresztą.