duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Sezon grzybowy 2020 w Borach Dolnośląskich – namiastka podsumowania. To był dziwny, skomplikowany, nieprzewidywalny, odstający od normy, opóźniony jak kilka pociągów REGIO, ale w końcu bardzo udany sezon grzybowy 2020 w Borach Dolnośląskich. Całościowo oceniam go na czwórkę, miejscami z plusem w sześciostopniowej skali ocen. Życzę wszystkim grzybiarzom zdrowego, wspaniałego, mistycznego i przede wszystkim maksymalnie zagrzybionego Nowego Roku i zapraszam do lektury! 😊
Darz Grzyb! ;-) W każdym roku na wiosnę, za sosnowymi hektarami, wrzosowiskami, piachami i brzozowymi alejami, gdzieś w głębi bijącego serca lasu, które tłoczy żywicę do drzew, niczym krew w ludzkich żyłach, spada ptasie pióro. Niewidzialny pociąg w służbie najbardziej kultowej trasie na tych terenach rozpoczyna bieg. Otwiera się pierwszy rozdział fascynującej księgi o grzybach w Borach Dolnośląskich. Magiczne pióro zapisuje w preambule księgi, że oto duch tych lasów wyruszył ścieżką po najznamienitszych zakamarkach dolnośląsko-borowej krainy i czeka na zbieg korzystnych warunków pogodowych, aby ją przeobrazić z pozornie suchej i biednej na wielkie bogactwo grzybów, które czai się pod miliardami ton piachu i czeka na swój czas. Wiosna w Borach Dolnośląskich zapisała się bardzo sucho i bezgrzybnie. Podobnie było w dwóch miesiącach letnich, tj. w czerwcu i lipcu. O ile czerwiec, na południowe i centralne regiony Dolnego Śląska wylewał ogromne masy wody, o tyle do większości terenów Borów Dolnośląskich opady te nie docierały, a im bliżej województwa lubuskiego, tym susza była coraz większa. Grzybów praktycznie nie było, chociaż bardzo lokalnie, przy lepszych warunkach i w tajnych miejscówkach, niektórzy mogli coś znaleźć. Jednak generalnie były to czasy panowania bezgrzybia. Największa grzybność w ściółce i główny, grzybowy spektakl 2020 Borów Dolnośląskich rozegrał się nietypowo późno, dopiero po 20. października. Na podstawie wszelkich relacji innych grzybiarzy, którzy wybierali się na grzyby po bardzo różnych regionach Borów Dolnośląskich, można stwierdzić, że był to najlepszy w ciągu całego roku okres na zbiory grzybów w Borach Dolnośląskich. Jesienny wysyp grzybów objął zarówno tereny leżące na Dolnym Śląsku, jak i te, które położone są już na terenie woj. lubuskiego. A co z opisem i podsumowaniem miesięcy sierpień-wrzesień? To dosyć trudne zadanie, ponieważ sytuacja opadowa była w tych miesiącach złożona. Bory Dolnośląskie to ogromny obszar, a więc często występuje tu sytuacja, że nad częścią terenów przechodzą opady, a gdzie indziej nie spada nawet kropla deszczu. Poza tym, w miesiącach czerwiec – wrzesień nie jeździłem do Borów, przez co jeszcze trudniej mi opisać i podsumować zagrzybienie tych kompleksów przed październikiem. Dlatego w tytule występuje słowo “namiastka”, czyli luźna, subiektywna próba, ogólnego opisania przebiegu sezonu w Borach, a nie szczegółowa analiza, jak to ma miejsce w przypadku Wzgórz Twardogórskich i gminy Międzybórz. Wydaje się, że sierpień, pomimo pojawiania się częstszych opadów, zapisał się kiepsko lub bardzo kiepsko pod względem grzybów w Borach Dolnośląskich. Świadczą o tym relacje facebookowe i portalowe dolnośląsko-borowych grzybiarzy-weteranów i miejscowych, którzy dzielili się informacjami o stanie grzybności. Po suchym na większym terytorium Borów Dolnośląskich czerwcu i lipcu, opady sierpniowe nie tak szybko spowodowały zwiększenie podaży grzybów w ściółce, poza tym, temperatury były w większości letnie, a więc wysokie, za czym grzyby nie przepadają. Sytuacja zaczęła się zmieniać na przełomie sierpnia/września. Trzeba też podkreślić, że nawet te tereny Borów, które otrzymały w czerwcu opady w normie (przede wszystkim w pasie na zachód i północ od Legnicy), nie grzybnęły masowo pod koniec czerwca lub na początku lipca. W pierwszej połowie września, część Borów Dolnośląskich, podobnie jak inne tereny nizinne Dolnego Śląska weszły w spóźniony, letni wysyp, który charakteryzował się znacznym zaczerwieniem, czyli robaczywością. Z relacji grzybiarzy wynika, że najlepiej z grzybami było w zachodnich regionach Borów, głównie w Puszczy Zgorzeleckiej. Wschodnia część Borów otrzymała mniej opadów, dlatego tam było z grzybami najsłabiej, w tym w kultowej Puszczy Kliczkowskiej, Bolesławieckiej, Przemkowskiej czy w Borach Szprotawskich. Należy też zawsze pamiętać, że lokalnie mogło być całkiem nieźle, ale w skali ogólnej było jednak kiepsko. Po połowie września nastąpiło to, co wszędzie, czyli posucha po pierwszym, spóźnionym letnim wysypie. Na 3 tygodnie zawitały letnie temperatury i skąpstwo opadowe, a więc – jak to się mówi – przygrzało, osuszyło i grzyby na dobre wykurzyło. Pod koniec września wielkie nadzieje w serca grzybiarzy wlały obfite opady deszczu, które do połowy października były wspomagane opadami następnymi, w tym tymi rekordowymi z połowy miesiąca. Jednak portki i kalesony grzybiarzy miały prawo się zatrząść ze strachu, ponieważ w tym okresie mogą przyjść większe chłody i przymrozki, które potrafią roztrwonić w ciągu 2-3 dni żmudne odbudowywanie korzystnych warunków pod wysyp grzybów. Dlatego, jeżeli nie dochodzi do wysypu jesiennego o właściwym czasie, tj. od połowy września, a irytująco wysyp ten spóźnia się, czarnowidztwo i strach przed zimnem często biorą górę, bo nigdy nie wiadomo, czy jakichś wredny wyż z północy nie ściągnie arktycznej masy powietrza. Ostatnie lata to na szczęście coraz późniejsze występowanie silnych przymrozków, w związku z czym, nawet spóźniony aż o miesiąc wysyp, ma szansę porządnie się rozwinąć i dać to, co w ofercie Borów Dolnośląskich jest najwspanialszym skarbem jesieni dla grzybiarzy. Miniony rok jest tego doskonałym przykładem. Jest też dowodem na wielką nieprzewidywalność grzybów, które wystawiły grzybiarzy na ostre znerwicowanie i przewlekły syndrom niedogrzybienia jesiennego. ;)) Do jednego z największych odskoków i odchyleń od norm, czyli oczekiwań grzybiarzy, należy zaliczyć wysyp gąski zielonki w Borach w okolicach połowy października, który nastąpił przed zasadniczym sezonem grzybowym grzybów rurkowych. Podgrzybki uroczyście zaczęły się pojawiać po 20. października w coraz większych ilościach. W ciągu kilku dni, nastąpił porządny, jesienny wysyp, który z każdym dniem obejmował coraz to większe połacie lasów. Tym razem do grzybowego boju wyruszyła zarówna wschodnia, jak i zachodnia część Borów Dolnośląskich. Co więcej, zaczęły też napływać coraz radośniejsze informacje o prawdziwkach, koźlarzach i borowikach sosnowych. Można stwierdzić, że na przełomie października i listopada nastąpiła wielka kumulacja jesiennego wysypu grzybów w Borach Dolnośląskich. Nastąpiło to aż z miesięcznym poślizgiem, gdyż takowa, normalnie powinna wystąpić na przełomie września / października. Październik był miesiącem o którym z dolnośląsko-borowego, grzybowego punktu widzenia można napisać tak. Wspaniałe warunki wilgotnościowe, jakie zaczęły się od końca września i wystąpiły w pierwszej połowie października, spowodowały, że po 20. października rozpoczął się bardzo dobry, jesienny wysyp grzybów. Rozpętało się szaleństwo podgrzybkowe, ale w większej ilości pojawiły się też prawdziwki, maślaki zwyczajne, sarniaki sosnowe, a także – w całkiem przyzwoitych ilościach jak na swój gatunek borowiki sosnowe. Wydaje się, że stosunkowo mało było koźlarzy. Trwał też wysyp gąski zielonki, którego początek datuje się mniej więcej na połowę października. Listopad praktycznie do końca miesiąca zapisał się bardzo dobrze pod względem grzybów, przy czym najwięcej grzybów było do około 25 listopada. Całość dostępna pod linkiem: https://www.lenartpawel.pl/sezon-grzybowy-2020-w-borach-dolnoslaskich-namiastka-podsumowania.html Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia w maju 2021 roku! ;-)