duża wersja fotografii z doniesienia

fotografia z grzybobrania
© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Podsumowanie sezonu grzybowego 2020. Na wstępie to bardzo się cieszę, że trafiłem na ten portal, gdzie jest tylu pozytywnie „zagrzybionych” ludzi 😁 Dziękuję wszystkim za dyskusje w dopiskach 🙂 To był mój pierwszy sezon tutaj a już mocno poszerzyłem swoją wiedzę. Udało się przekonać rodzinę do trzech „nowych” gatunków, namierzyłem kilka nowych miejscówek, więc kilka celów na ten sezon udało się osiągnąć. Mam nadzieję, że zostanę na dłużej 😉
Ogólnie podsumowując, ten sezon był jak sinusoida – wysypy przeplatały się z okresami całkowitego „bezgrzybia”, okresy suszy dość skutecznie blokowały rozpędzający się wysyp i opóźniały kolejny. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z tego co udało się znaleźć jak i ilości grzybów. Dawno już nie miałem tak obfitych zbiorów kurek, a do tej pory nigdy nie zdarzyło się, żeby to borowiki były dominującym gatunkiem w koszu. Natomiast zaskakująco mało pojawiało się koźlarzy wszelkiej maści, nawet w stuprocentowych miejscówkach. Na wszystkie grzybobrania wybrałem najbliżej mnie leżący fragment lasu i stałe miejscówki. Sezon rozpocząłem 21 czerwca pierwszymi „usiatkami” i „ceglasiami” spotkanymi na wycieczce rowerowej. Wreszcie udało mi się też przekonać rodzinę, że ceglaś „nie gryzie” i nie jest z niego „taki straszny diabeł (albo szatan 😉), jak go malują”. Zajęło mi to tylko 2 lata 😄 Już tydzień później zaczął się wysyp kurek i ten był bardzo, bardzo zacny. Zaskoczyła duża ilość pieprznika bladego. Mocno ruszyły też borowiki usiatkowane (ale tylko w jednym miejscu) i zdarzały się ceglastopore. I tak minął „kurkowy” lipiec. Niestety w tym czasie dały się we znaki robale i ślimaki. Praktycznie wszystko, co nie było kurką było zaczerwione. Sierpień to czas suszy, która praktycznie do zera wyhamowała grzyby na cały miesiąc. Początek września przyniósł bardzo oczekiwane deszcze, ale dopiero dwa tygodnie później ruszył wysyp prawdziwków i ceglastoporych. I chociaż był obfity (nie chodzę po typowo „prawdziwkowych” lasach więc trzycyfrowy wynik grzybobrania jest super osiągnięciem) to nie ruszył wszędzie. Tylko na 1/3 miejscówek można było nazbierać. I w momencie gdy wydawało się, że wysyp się rozkręcił na dobre – znów przyszła susza i wszystko zahamowała ☹️ Tuż przed nią pojawiły się opieńki, ale na krótko (około dwa tygodnie) i tylko miejscami (co nie znaczy, że nie dało się naciąć całego kosza). Zaczął się okres niepewności. Czy to już koniec sezonu? Czy pojawi się cokolwiek? Przez kolejny miesiąc moja cierpliwość była wystawiana na nie lada próbę. I kiedy już miałem odpuścić, ruszyły podgrzybki w lasach iglastych na przełomie października i listopada ostatni raz dając radochę z dźwigania pełnego kosza. Sezon udało się zakończyć 26 grudnia, kiedy pierwszy raz w „karierze” uzbierałem płomiennicę zimową. I mimo że upływający rok był spod znaku „kurnawirusa”, las był jednym z niewielu miejsc gdzie można było na chwilę o nim zapomnieć. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i oby przyszły sezon przyniósł co najmniej tyle samo radochy ze zbierania grzybów i jeszcze więcej ciekawych odkryć 👍 🍾🍾