duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Było to nasze wspólne pożegnanie z tym cudnym jesiennym lasem. Jak na pożegnanie przystało przede wszystkim pogoda pięknie dopisała. Ranek ciepły w miarę, bez jakiegokolwiek wiatru, początkowo pochmurny, a po jakimś czasie jest i na niebie słonko. Sosny cudnie rozświetlone, gra świateł i kolorów w pięknych bzowych zagajnikach. Tam pod stopami gra barw, ciut wyżej posrebrzone pnie brzózek, a wyżej ich już całkiem nagiutkie gałązki. Plon był- dorodny jak na pożegnanie przystało. Las pożegnał nas czym tylko mógł. Wysilił się ten jeszcze jeden raz. Podgrzybek- 332 szt, Borowik - 2 piękne duże ..
egzemplarze, kożlak pomarańczowy - szt 1, maślaki 2 szt, kurka- duża garść, zielonki 3 szt, maślak pstry szt. 1- potrzebny do dzisiejszego dania. Maślaków pstrych i gąsek zatrzęsienie. Kapelusze maślaków w swoich kształtach przeszły wszelkie oczekiwania. Małe, duże i powyginane. Ale od początku zaczynam swą opowieść. Wjazd do lasu- zawsze on nas witał otwartymi wierzejami, a wczoraj - zgłupieliśmy. Zamiast lasu, sosnowego dostojnego wita nas zawalona pniami i gałęziami polana. W dali zagajnik. Nie pierwszy to tutaj wycięty cały kwartał lasu. Już się boję co za widok za rok nas spotka. Zamiast z koszami na grzyby, piękne ocienione zagajnikami polany będą nas witały z koszami piknikowymi. Masakra. Całe szczęście, że drwale mieli wczoraj przerwę. W lesie błoga cisza. Na początku puściutkie parkingi. Później mijane dwa samochody. W lesie zero grzybiarzy. Mówiłam, że tak jest we wtorki, ale widać, że i na środy się przeniosło. Chyba ludzie pokończyli już sezony. Jak zawsze, tak i tym razem miłe z lasem powitanie z zapytaniem co on też nam dzisiaj przygotował? Długo nie byliśmy bez odpowiedzi. Piękne czarne łebki zaczęły się a to w mchu, a to w igliwiu ukazywać. Czasami, gdzieś jakaś trawy kępa pyszni się wyrośniętym już podgrzybkiem. Rosły sobie one i w wysokiej, w średniej sośnie, a także w gankach prowadzących do zagajników. W jednym z pierwszych przeze mnie zagajników odwiedzanych, prócz tęczy kolorów powitał mnie jak słup soli na środku rosnący piękny duży borowik. Jeszcze cieszyć ze szczęścia mojego się nie przestałam, gdy pod moimi stopami, gałązką nakryty drugi się pojawił. Radość przeogromna. Dwa piękne borowiki na jeden zagajnik. I tak jak uroczo się zaczęło, tak i się skończyło. W następnych prócz kurek, podgrzybków i tabunów sterzyżaków nic więcej mnie nie powitało. Ach jeszcze tylko 1 koźlarz. Po zagajników opuszczeniu miałam przemiłe zajęcie- zabawę w chowanego ze strzyżakami skrzętnie w mych włosach ukrytymi. W sumie odwiedzonych zostały 4 piękne lasy. W jednych mech taki parterowy, a w innych prawie, że do kostek. Zawsze jakaś odmiana. Grzybki rosły, choć nie za bardzo stadnie. Trzeba było się nakombinować, by je namierzyć i do koszyka schować. Idąc w stronę już drugiego lasu, patrzymy, a przy zagajniku zaparkowany pokaźny samochód- z tyłu pełno wiaderek, a z lasu do którego zmierzaliśmy zaczyna się wyłaniać - jedna osoba z wiadrem- druga, i tak naliczyliśmy ich do dziesięciu. Kwitujemy krótko- no to jesteśmy po grzybach. Ale podeszliśmy, powitanie, miłe słówko- i co się okazało- była to ekipa która malowała farbą czubki maluteńkich sadzonek sosny- aby chronić je przed zwierzętami. Pomalowana była co trzecia sadzonka. Czyli dobra nasza- las jest, to i grzyby będą. Tak z każdego około godzinnego wyjścia wracaliśmy z ok. połową kosza grzybów. W sumie pobyt przepiękny, owocny. W niespełna 5 godzin zebrałam 6,8 kg grzybów- dwa pełniutkie kosze. Połowa wczoraj przeze mnie zebranych grzybów już zamarynowana, reszta ususzona. Troszkę do obiadku jako dodatek też poszło. Co jeszcze ciekawe- zgnite grzyby się spotykało, ścięte wcześniej również, ale brak było takich naprawdę mocno robaczywych. W tych które przywiozłam- odrzuciłam kilka nóżek i ok 10 całych podgrzybków. Reszta zdrowa, bez farszu, po przekrojeniu bialutka, i to bez względu na to czy maluch, średniak, czy też duży. Do lasów jeszcze nieraz zajrzę, za grzybkiem się obejrzę, ale takie prawdziwe wielkie grzybobranie to już było ostatnie. Pozostał żal, i tęsknota, oraz dłuuuuuuuuuugie oczekiwanie na następną piękną jesień. Serdecznie wszystkich Was pozdrawiam- życzę podobnie udanych pożegnań:)