duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Zastanawiałam się nad tym wpisem. Dlaczego? Otóż zepsuję Poznaniowi piękną grzybną statystykę. We wtorek średnia 70/h, a dzisiaj już w dół poleciała i na 30/h się zatrzymała. A tak w ogóle dodać muszę, że wczoraj grzecznie w domciu siedziałam i po wtorku się regenerowałam. Kręgosłup trzeba było naprostować, ręce lekko skrócić, bo po tym koszy dźwiganiu mogłam na stojąco podrapać się pod piętami. Jeden dzień wytrzymałam, ale już wczoraj godziny do dzisiejszego ranka odliczałam.
A dzisiaj w lesie to był czysty luz bluz- spokój błoga cisza, chłód czasami wędrował rękawami. Słoneczko skrzętnie za ciężkimi ukryte chmurami. I tak raniutko w lesie wylądowałam, i znajome rewiry przemierzać zaczynałam. Miejscówki te pewne, gdzie w określonym miejscu na bank rosną- pustawe. Liści kolorowych od ostatniego mego pobytu jakby przybyło. Jak już grubaska napotkałam, to tak pięknie pochowany, albo w igliwiu cały, albo z listkiem na głowie. I mniej ich rosło zdecydowanie. Ważne, że od czasu do czasu się pokłonić musiałam. Czasami o dziwo po aż na przykład cztery. Jednak zdecydowanie soliści przeważali. W moich koźlakowych miejscach pusto, puściuteńko, a o borowiku to nawet nie odważyłam się pomarzyć. Spacer jak zawsze dla mnie ten jesienny przeuroczy. Grzybek, do grzybka, i też się tego bractwa troszkę podniosło, bo aż 56 szt. Z tym, że zdrowe i młodziutkie- a to też się liczy. Co prawda w kilku nóżkach coś tam się włóczyło, a więc trzeba było je amputować. Już octowców dość się narobiłam i do suszenia poszły- aż było ich szkoda. Może jeszcze coś więcej się pokarze, jak nam temperatura wzrośnie. Jutro jak się na wycieczkę zdecyduję, to już będzie troszkę inny lasek. Ciekawi mnie bardzo jaka tam ich ilość bytuje. Chciałabym, aby ta jesień długo jeszcze trwała, a czasami myślę sobie- niech on a się skończy, to może się troszkę ustatkuję, i bardziej w domu zadomowię. Na razie impreza trwa choć troszkę zmniejszyły się jej obroty. Ale ja to też uwielbiam- nic, znowu nic, a za chwilkę - jest- urósł- skłon, i ręka z grzybem w koszyk. Serdecznie Wszystkich jeszcze wałęsających się po lasach za grzybkiem pozdrawiam:)