duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
No cóż- się nazbierało nie mało, i przyszedł taki dzień- chyba- gdzie pojechaliśmy pożegnać się z naszymi cudownymi enklawami. Lasy, grzyby, wilgoć, żółte pościelone pod stopami liście, mięciuteńkie mchy, napite wodą- cały albo prawie cały urok lasów- tych niezapomnianych jesiennych. Nie liczyłam na tak owocne w grzyby zbiory. Coś tam- wiadomo- chciałam z lasów uszczknąć, ale, że to prawie ostatki, na wiele nie liczyłam. Kultowe dwa nasze ukochane miejsca. W jednym 2 godzinki, a w drugim prawie trzy nam zeszło. ..............
W lesie czas biegnie inaczej. Tak jak leśne dukty. Te z reguły się nam mylą, wprowadzają z zdumienie, i choć miejsca znamy, to zawsze człek się tak za grzybkiem zakręci, że okazuje się, że północ pomylona z południem. A dziś to strony świata mogły się w lesie poplątać. Chmury nisko zawieszone, zamglone, sięgały prawie sosen szczytów. Żadnego nawet najdrobniejszego na niebie prześwitu. I chłód był od rana, właściwie przez tą wilgoć prawie do wyjazdu towarzyszył. Jak ja się cieszyłam, gdy w dali znajomy zamigotał zagajnik. To nasz azymut- idziemy właśnie w jego stronę. Choć przyznam się szczerze, że ze trzy tylko zaliczyłam zagajnik- właściwie nie dla grzybów, ale dla ich uroków. Zawsze bez słów las między siebie dzielimy- jedno na prawym jego skraju, a drugie na lewym. Spotkania, i kukanie do koszyków, gdzieś tak na środeczku lasu zawsze wypadają. Parkingi dziś w lesie puste, lub pustawe. Przejeżdżając czasami z jeden zaparkowany samochód. Mamy taki lasu kwartał, gdzie grzybami z innymi się dzielimy. Więcej osób zna to miejsce i z niego korzysta. Widać to po ściętych ogonkach, ale i tak tam zawsze się pięknie obłowimy. Drugi natomiast lasek tak właściwie na wyłączność mamy. Kawałek dość zagmatwany trwa do niego dojście. I tutaj się grzybowo wyżyliśmy za wszystkie czasy. Żadnych ściętych nóżek, śladów nawet grzybiarzy bytności. Lasek pięknie między młodnikami osadzony, na skrajach stosy suchutkich już gałęzi, i tutaj jak się już coś znajdzie, to można z czystym sumieniem nazwać go przystojnym, dorodnym grzybem, czy też grzybkiem, jak jeszcze w powijakach i nie wyrośnięty. Co ciekawe, są tu wszystkie możliwe rodzaje podłoża. I te pstrokate, od brzozowych liści, są też dębowe słusznie już brązowe, są piękne zielenią nasycone mchy, jest też igliwie i cała fura szyszek. W tym to środowisku cudownym dzisiaj upłynęło nam jak z bicza strzelił cudownych pięć godzin. To czas samego zbierania. Były jeszcze przerwy na leśne i nie tylko pierdoły, kawki i placuszki- raj na ziemi. Nazbierałam tego towaru- dokładnie przeliczone 353 szt podgrzybka, kilkanaście dorodnych kurek, jednego maślaka zwyczajnego- noga na 10cm, kapelusz jak mały talerz- zdrowizna- aż się kapelusz świecący pięknie uśmiechał. Dodatkowo jeden koźlarz. Ponadto można było nieprzebrane ilości maślaków pstrych nazbierać, sarniaki, różne i różniste gąski. Tych w mym koszu nie było. Nie zbieram. Las- co jest bardzo przyjemnie napisać- czyściutki, żadnych śmieci, kubły na parkingach puste. Po prostu serce rośnie, jak taki widok można pooglądać. Wyręby po drodze mijaliśmy, giną całe kwartały pięknych lasów. Gdybym tam nie była częstym gościem, to po prostu można zgłupieć. Tak sobie myślę, że nie jak w kultowej piosence- nie lubię poniedziałku- coś grzybiarze wtorek sobie wybrali. Co tom jesteśmy, to pustki w lesie. Spokój i błoga cisza. Niby to pożegnanie- tak na wszelki wypadek było,- ale kto wie- może jeszcze za tydzień? Serdecznie wszystkich Was i cieplutko pozdrawiam. Dzisiaj mogę powiedzieć, że lasem się nasyciłam...............