duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Dzisiaj też do lasu. Mieszany, żeby było troszeczkę inaczej. Najpierw podsumowanie: podgrzybek 263szt, borowik 8 szt, koźlarz 4 szt, dodatkowo- nie liczone 10 zajączków pięknych i młodziutkich, oraz 12 maślaczków. Łącznie w dwie godziny wyniosłam ja z lasu 3,6kg a w sztukach 285szt. Przedeptanych 3 km............
Wczorajszym sposobem wzięłam las u nasady, i po wejściu do niego. Po prostu obrzeża. Tu- nie powiem rosło zakamuflowanych podgrzybków co nieco. Maluszki już takie, że schylam się i zbieram, a w koszu ni jak nie przybiera. Myślę sobie bida z nędzą. Plecki już powyginane, a na domiar złego, co po mikrusa się schylę i ledwo w rękę złapie, ten wyskakuje z kapelusza własnego. Troszkę dalej w las, tam niewielkie wzniesienie, a u jego podnóża są piękne grzybasy, takie co to jak w koszu lądują, to i robią troszkę hałasu i objętościowo od razu przybywa. Oczywiście, gdzie w lesie najpiękniejsze rosną sztuki, ano w jeżynach. Tylko jak ja namiar na takiego biorę, to pod stopy nie patrzę. Dopiero jak jeżyny mnie przygarną i oplotą kombinuję jak się tu z nich wymiksować. Jednym słowem wróciłam lekko uszkodzona- nogi podrapane. Jak już tak na prawdę w las się zagłębiłam, i kierunek marszu miałam równo w nosie, zaczęły się pokazywać rodzinnie. Ale nie tak, że jeden przy drugim. One tak w odległości od siebie potrafiły rosnąć 20, 40 cm w grupach nawet do dziesięciu. Schylam się po jednego tego wypatrzonego i już główka kontaktuje, że lekko nie będzie, bo tam rośnie następny itd, po które trzeba się ponownie schylać. Ach tych moich pokłonów w lesie tyle było, że wracając zdziwiona byłam, że jeszcze potrafię do pionu przyjąć postawę. Naprawdę to udało mi się dzisiaj spenetrować tylko połowę lasu. To wszystko niestety trzeba było z sobą dźwigać. Nie opłacało się do auta zawracać. Do początku wracając mej przygody z lasem jako pierwszy się zameldował borowik dorodny- i to on zaskarbił sobie przywilej i wylądował na foto. Później już do robienia fotek sił i zdrowia i zdrowia nie miałam. Ręce lekko trzęsące z emocji i zmęczenia- co by mi na tych fotkach wyszło- coś zabazgranego. Tak pisząc nawiasem- dla mnie fotki i zapiski są zbędne. Mam ja w główce swojej bardzo rozbudowaną przegródkę z napisem " las i grzyby" Pamiętam doskonale w którym lesie i pod którym drzewem coś z grzybów znalazłam. Choć mogę nie pamiętać co było wczoraj na obiadek. W moje koźlakowe miejsca dzisiaj niestety nie dotarłam- jest to całkiem ładny kawałek. Teraz siedzę robię wpis i przychodzę do siebie. Spacer bardzo owocny- tak, że musiałam powiedzieć "dość" w tył zwrot i do domu. Dodatkowo zebrałam kanie maślaki i zajączki. Namawiam na grzyby- robi się coraz bardziej sucho, kto wie jak długo one porosną? Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam:))))))))