duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Tak cudny poranek i nie ma dziecka. Tak długo wyczekiwałam dnia, aby to wszystko co w lesie się zadziało na własne oczy pooglądać. Do dzisiaj to wejście do lasu kojarzyło mi się z wejściem do tartaku. Obojętnie jaki las wybrałam towarzyszył mi na spacerze zapach suchego, wysuszonego na wiór tartacznego drzewa. Wszędzie piach, po same kostki, mchy aż powyginane od suszy, roślinki ze smutnie spuszczonymi jeszcze młodziutkimi listeczkami- aż żal ogarniał na tą wszechobecną suszę...………….
A dzisiaj- och jak ja wyczekiwałam tego wczorajszego deszczu!!!!!!!!!!!! Poranek- marzenie- chłodny, z pięknie rozświetlonym słońcem niebem, to i las wybrałam taki ful wypas- czyli stare dęby, stare i młode buczki, dorodne sosny, a pomiędzy tym wszystkim całe zastępy krzaczków małych, średnich i wyrośniętych, a pod stopami ściółkę zajęły mchy, trawy, pokrzywy i wszelkiego rodzaju pomniejsze roślinki. Całymi polami pojawiały się to tu to tam piękne konwalijki. Idąc duktem musiałam niejednokrotnie schylać głowę, aby nie narazić się na prysznic z uginających się pod ciężarem kropli deszczu gałązek. Gdzie by nie spojrzeć, na jakiej wysokości by wzroku nie zawiesić, tam wszędzie cudowne krople deszczu lśniące niczym diamenciki podświetlone promieniami słońca. Las się raptem tak zielenią zagęścił, że trzeba było się pofatygować w jego głębiny, aby coś interesującego zobaczyć. Dzisiaj miałam zaplanowany szybki marsz- jak najwięcej kilometrów i spalonych kalorii, penetrację wzrokową skupioną wszędzie gdzie to tylko było możliwe. Właściwie - przyznam szczerze nastawiłam się na poszukiwanie żółciaków siarkowych. I tak po cichutku myślałam, że dotąd nie opuszczę lasu dopóki jakiegoś nie znajdę. Cudownie było tak iść przed siebie, omijając na duktach spore kałuże, podziwiając rozbujałą na maxa roślinność, do tego różnorakie ptactwo w tle, powietrze wilgotne, zapach czyściutkiego skąpanego w pozostałościach deszczu lasu...……….Iść, iść i podziwiać. Wszystko poszło jak miałam cichutką nadzieję- na pniu sfatygowanego drzewa przepiękny młodziutki żółciak siarkowy. Nie zabieram- raz spróbowałam- nawet smaczny, ale to mi wystarczy. Później piękny bieluteńki delikatny czernidłak. Oczywiście jak był deszcz, to i ślimaki z całym swoim uroczym dobytkiem to tu to tam się pojawiały. Troszkę wczoraj popadało, i zaraz w lasach jakieś grzybowe jejmości zagościły. Tak optymistycznie mam nadzieję, że to początek jednak oczekiwanego od dawna sezonu. Ciepluteńkie pozdrowionka dla całej grzybowej braci- buziaczki:))))))))))