duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Dzisiaj zaplanowałam na ten chłodny- nawet bardzo- poranek, coś specjalnego. Nietuzinkowego. Koncert, koncert cudowny w klimatyzowanym miejscu o cudownej jedynej w swoim rodzaju akustyce. Stroje nie zobowiązujące, krawat, szpilki zbędne, dodatkowym atutem jest wolny wstęp- każdy chętny może skorzystać....................Wśród zaproszonych gości specjalnych - przedstawicielka płci pięknej leśnej- sarenka............
Celem głównym dzisiejszej wycieczki leśnej było słuchać, słuchać i wsłuchiwać się w ten zaczarowany świat cudnych niepowtarzalnych ptasich leśnych dźwięków. Przepięknych śpiewów w różnych tonacjach i z różnorodnym ich natężeniem. Jeśli idzie się do lasu głównie w tym celu- to słyszy się o wiele więcej niż przy tak zwanej okazji. To było coś przepięknego. Śpiewów nic w lesie nie zakłócało. Bezwietrznie, pusto, - tylko ptactwo ich przepiękne śpiewy i ja. Co prawda nie zamykałam oczu aby doznania słuchowe były wyraźniejsze. Oczy powoli i od niechcenia też penetrowały otaczające mchy, opadłe liście, pniaki i drzewa - na wypadek bytności nowych żółciaków. Ale dzisiaj nic z tych żółtawych piękności nie znalazłam. Udało mi się natomiast wypatrzeć to tu to tam najczęściej na pniakach kiście wczesno wiosennych grzybów. Rosły w pięknych kępach- zachwycając mnie tym chociażby, że znajduję ich coraz to więcej. Coś w moich lasach dziać się zaczyna i to pozytywnego. uroku wszystkiemu nadał mój dość długi spacerek u boku sarenki. Wędrowałyśmy tak sobie równolegle tak łeb w łeb, ramię w ramię dość spory kawałek- może ze 100-150 metrów. Oddzielał nas od siebie 5 metrowy może troszkę szerszy pas dość gęstych zarośli. Sarenka cierpliwie czekała aż wyję smarta i wrzucę parę jej fotek. Stała dość długo cierpliwie znosząc małą sesyjkę zdjęciową. Wracając otarłam się o drobny deszczyk, który wywrócił moją wyprawę do góry nogami. Nic już nie było takie samo. Nie powiem i w deszczyku las jest najpiękniejszym miejscem na spacery, ale bębnienie kropli deszczu o listowie zagłuszało co nieco w lesie. Spacer wolniutki taki sobie 2- godzinny. Kilometrów na liczniku tylko 5- ale i tak dość- do następnego razu. Ślę Wam wszystkim przemiłe pozdrowienia z pokropionych świeżym deszczykiem nizin:))))))))))))))))) Fotki znalezionych grzybków w dopisku.