duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
PADA DESZCZ- od prawie samiutkiego rana. Nadzieja rodzi się we mnie niesamowita. Może on sprawie, że wreszcie coś, cokolwiek z grzybowych i u mnie się pojawi. Jak na razie to do dzisiaj nic dobrego powiedzieć nie mogę. Nie o lasach ma się rozumieć, ale o tych około, a właściwie w nich występujących grzybowatych obojętnie już jakiego gatunku..................
Raniutko, jeszcze bezdeszczowo było, choć oblicze nieba zaniesione chmurami po horyzont. Temperatura fajna rzec można, bo na plusie 7 stopni. Co by się nie zadziało ambitnie penetruję lasy różnorakiego gatunku w celu wyśledzenia choćby minimalnej oznaki najmniejszych z możliwych grzybków. Czasami marzy mi się niechcący rosnący jakiś koźlaczek, albo choćby kozaczek. Nic z tego. Nawet najmniejszego blaszkowca nigdzie nie widać. O przepraszam- gdzieś tam udało mi się zaliczyć 2 kępki maślanki w stanie totalnie agonalnym. Dzisiaj nie pierwszy i nie ostatni raz wyruszyłam- pełna optymizmu- na poszukiwanie. Głównie taki był cel. Las wybrałam z terenami lekko podmokłymi, mieszany i dębowy i buczyny młodej było co nieco- no i idę w jego objęcia z nadzieją. Nadzieja umiera ostatnia. Byłam już pewna, że znowu zero bezwzględne mi się przytrafi. Było troszkę lepiej i jak go zobaczyłam, to oczom nie wierzyłam. Żółciak siarkowy, młodziuteńki- pewnie jeszcze osesek, choć sporych już rozmiarów mi się ukazał. Ucieszyłam się ze znaleziska nie mniej niż Ci z Was którzy spotkali na swych drogach przepiękne rurkowce. Zawsze coś. Sesyjka minęła. Grzybka tam gdzie znalazłam zostawiłam- nie zbieram, choć już próbowałam. A więc jednak coś tam grzybowego urosło. Po znalezisku, już odprężona i pełna radości wyruszyłam dalej w las cieszyć się z tej cudownej wiosennej jego odsłony. A podziwiać jest co. Pierwsze co bije jak się wchodzi w jego progi to wszelkie przepiękne leśne aromaty. Musiałam stawać i zastanawiać się skąd one do mnie płyną. Wszystkie małe i większe krzewy i krzewinki obsypane kwieciem. Białym głównie, i tu zapach powalają, aż duszą. Dalej sosna, igliwie, wszystko na wiór wysuszone, ale olejki działają i o sobie znać dają. Przy leśnych duktach pokrzywy, i takie troszkę śmieszne, jakby karłowate, trudno odbić im w tej suszy od podłoża. A bywały o tej porze i metrowej wysokości. Wszystkie napotkane odmiany drzew liściastych poubierane odświętnie w piękną zieloną szatę. Aż miło w las popatrzeć i je w pełnej krasie popodziwiać. Właściwie to te moje eskapady do tej pory na podziwianiu piękna lasu polegały. Już nie muszę dodawać, że choć chętnych do spacerów jakoś nie zauważyłam, to ciszy ni jak w lesie nie było. Ptactwo robiło co mogło, aby swymi pięknymi śpiewami umilić te spędzone pośród nich chwile. Było cudnie. No i zawsze coś znalazłam co mnie ucieszyło- żółciaka- wydaje mi się że on ze wzrostem troszkę się pośpieszył. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam. PADA- dalej pada- czyli może i mnie jeszcze nie jedna radość spotka. ...............