duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Czyż to co na foto nie jest piękne? Bajkowe i cudowne? Udało mi się na moich przydomowych równinach wyszukać jeszcze miejsca, które wprowadziły mnie w zaczarowany klimat. Wszędzie naokoło po śniegu prawie ślad wszelki zaginął, ale jak się mocno poszuka to się coś tam znajdzie..............
Raniutko, tak spojrzenie za okno nie zachęcało ani troszeczkę do opuszczenia przytulnych cieplutkich pieleszy. Samochody pokryte grubą warstwą szadzi, termometr zaokienny może tak aż bardzo nie straszył, bo wskazywał ledwie -8 stopni, ale jak popatrzyłam na meteo na temp. odczuwalną, to troszkę ciarki przeszły po pleckach, tu widniało jak byk -16. Iść, nie iść, myślę sobie przy ciepluśkiej kawusi. Przemogłam wszelkie przeciw i w drogę. Grzybami w lesie wczoraj się zupełnie nie interesowałam. Cel był wytyczony- znaleźć widoki leśne choć w przybliżeniu tak cudne jak na południu Polaki. Szukałam, szukałam, po drodze z sarenkami na siebie popatrzyłyśmy taka dłuższą chwilkę, fotki nie robiłam, bo i tak niewiele byłoby widać. Jak już je na swej drodze spotkam, to zamieram w bezruchu, co skutkuje tym, że i one dłuższą chwilę przystają, i tak możemy nacieszyć się własnym towarzystwem i widokiem. Gdybym się poruszyła, zaraz nura w las dają i tyle je widzę. Powietrze w lesie, i to przy takim mrozie cudowne, ożywcze, pachnące cudnie lasem. Jak brałam oddechy głębokie to takie wrażenie miałam, jakby pojemność płuc moich w tych warunkach znacznie wzrosła. Aby zimno zignorować, takie sobie dość szybkie tempo nadałam. I jest sukces- wymarzone klimaty znalazłam- cudny zakąteczek lasu usłany cudnymi sosnami, a te pokryte pięknie białym puchem, a do tego wszystkiego i tego puchu warstwa spora na ściółce jeszcze była obecna. Nie muszę dodawać, że ten spory zagajnik obeszłam wzdłuż, wszerz, w poprzek no i naokoło. Ale się widokami uraczyłam, i nie tylko oczywiście, coś jeszcze z tego zwiedzania wyniosłam- a mianowicie całe masy śniegu na własnej osobie- niczym bałwan wyszłam z zagajnika. Radoch po pachy. Zachwycona doznaniami i widokami powolutku zakończyłam swój ja spacer. Wędrówka trwała co prawda nie za długo bo tylko 1,5 godzinki a na kilometraż przekładając prawie 5 km. Jak już miejsce takie znalazłam, to pewnikiem do niego powrócę. Życzę podobnych udanych wypadów doznań. Serdecznie Was wszystkich z mych nizin pozdrawiam:)))))))))))))))))