duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Kalendarzowa zima w pełni- tak przynajmniej być powinno, ale jak się okazuje moje niziny nic sobie z tego faktu nie robią. U mnie śnieg reglamentowany, podobnie jak deszcz w okresie letnio- jesiennym. Jesień po prostu swoje przydługie ramiona rozłożyła i zimy na niziny nie wpuściła. Nie powiem - i u mnie śniegu ździebełko się pojawiło i tak w sumie na tydzień białość w lasach zagościła. Jeden opad wytrzymał nawet dwa dzionki całe......................
Deszcze natomiast popadują i to w takiej obfitości i częstotliwości, że tak sobie marzę, aby natura tak te opady na inne miesiące zaoszczędziła. Jesień, to czy zima ja bez względu na wszystko i tak często gęsto w leśne klimaty zaglądam. A warto, bez względu na warunki - warto. Wczoraj dzionek tak rewelacyjnie się zapowiadał, bo wg meteo ranek caluteńki miał być spowity promieniami słonecznymi. I z raniutka nawet tak było. Na wschodzie piękna czerwona słoneczna poświata. Jak zaraz przyjemnie i wesoło się w lesie porobiło. Ale bajka ta za nie długo trwała. Naszły chmury i to w sposób taki, że równą poziomą kreską słońce wschodzące od nich oddzieliły. A po chwili słoneczny czar prysł. Tak, że moje ochy i achy już nie z głową zadartą w chmury, ale tak bardziej w ściółkę i piękne dorodne sosny skierowałam. W lesie cicho, cichuteńko, aż w pewnym momencie coś z daleka ciszę całą zakłóciło. Głowa w chmury skierowana i zaczyna się zjawiska lokalizacja. Mam- i dziwię się niepomiernie, bo okazało się, że ten dźwięk to kwakanie kaczek, które cudnym wielkim kluczem na wschód się kierowały. Po co o tej porze- pojęcia nie mam. Może to już pierwsze są zwiastuny wiosny? Ze zwierząt to tylko udało mi się jednego jedynego komara wypatrzeć i to w całkiem dobrej kondycji. Las- aż miło po nim spacerować. Ścieżynki leśne cudownie grząskie, wodą napite uginają się pod każdym krokiem. Mech i wszelaka leśna delikatna roślinność ani myśli zimowe przybrać szaty. Wszystko cudnie zielone, wodą nasączone, aż miło popatrzeć i w ich kierunku zboczyć. Bezwietrznie, troszkę na + , po prostu cieplutko. A to cudne, chłodne i rześkie leśne powietrze- rewelacja po prostu. Żadnych przykrych spalinowych miejskich smrodów. Oddychać przyjemnie pełną piersią. Pomimo braku grzybów tych co jesienią moje oczy cieszą i tak oczy nie próżnują i bacznie się rozglądając las pilnie penetrują. I tak udało mi się na ścieżce kolczyk jeden znaleźć, a ponieważ za chwilę mym oczom ukazały się dorodne uszaki, postanowiłam im ten kolczyk podarować. Z grzybków blaszkowych to w lesie przyznać muszę co chwilę coś tam w ściółce mą przykuwało uwagę. Jedne rosną, inne zapewne od jesieni trwają. Oprócz tych na foto wypatrzyłam zimówki w stanie niemowlęcym- wielkości łebka od szpilki. Lasy wszystkie zaliczone- i te z czyściutką dorodną sosną, i kawałek dalej poprzeplatane bezlistnymi krzaczorami, a nawet malutki sosnowy zagajnik. Lubię nacieszyć się taka leśną różnorodnością. Wówczas czuję że byłam naprawdę w lasach. Spacer uroczy, przedeptanych 11300 kroków i ok 7,9 km. Czas do miasta wracać- choć przyznam niechętnie. Trzymajcie się cieplutko i do lasów- one zapraszają i zawsze czymś miłym nas witają i obdarzają:)))))))))))))))))))))))))))))))