duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Pogoda za oknami niesprzyjająca do grzybobrania, choć przez moment chodził mi po głowie, krótki wypad po uszaczki oprószone śniegiem❄❄❄. Jednek nie tym razem, teraz kolej na koleją część podsumowania sezonu 2018😊.
Dopiero teraz dociera do mnie ile wydarzyło się w tym sezonie, ile było wypraw w nieznane, ile spotkań z Wami GRZYBOŚWIRKAMI😃😃. Nie da się tego opisać w jednej krótkiej relacji, ani nawet w czterech przydługich. Przed spotkaniem w Piłce, akurat wtedy gdy miałem wakacje temperatura niespodziewanie obniżyła się, a nawet zrobiło się dość deszczowo. To był sam początek lipca, pominąłem ten wątek ostatnio, dlatego wracam do niego na chwileczkę. W Rabce Zdrój grzybowo było średnio, trafiały się pojedyncze prawdziwki i ceglastopore, zaczynał się piękny wysyp kurek, znalazłem też borowika górskiego i wysmażyłem trochę muchomorów czerwonawych, szwagier zajadał bo myślał, że to kanie😃. Po powrocie znowu zrobiło się upalnie. Po niezapomnianym spotkaniu w Piłce😃 w okolicach połowy lipca, drugi raz wybrałem się w okolice Wadowic. Ciągle można było znaleźć piękne prawdziwki, kozaki grabowe, ceglaki, pierwsze podgrzybki i kurki, ale tendencja była w tym rejonie raczej zniżkowa. Z ciekawych grzybów trafiły się również siatkoblaszki maczugowate, mleczaje smaczne i szyszkowce łuskowate. W weekendy prawie zawsze wybierałem się troszkę dalej, a w tygodniu buszowałem w okolicznych laskach Jaworzna i Dąbrowy Górniczej. Okazało się, że usiatki zamiast zwalniać przyspieszają. To chyba była sprawka kilku krótkotrwałych, ale bardzo ulewnych deszczy z początku miesiąca. Szczęście, że przeszły akurat nad moimi usiatkowymi krzaczorami😁. Apogeum wysypu borowików usiatkowanych nastąpiło 26.07 przecierałem oczy z niedowierzania, znajdując kolejne młode pękate prawdziwki jeden po drugim, znalazłem też duże ilości dość rzadkiego piaskowca kasztanowatego. W ostatni weekend lipca wypad do Kielc, niesamowite, że drugi rok z rzędu w tym samym rejonie był taki piękny wysyp, wprawdzie dość szybko się skończył ze względu na straszliwe upały, ale podczas wyjazdu frajdę miałem niesamowitą. Kozaki grabowe rosły masowo, można było znaleźć kilkadziesiąt sztuk w kwadrans, a prawdziwki również trafiały się w niezłych rodzinkach. To było grzybobranie ekstremalne, temperatura w powietrzu 35, a na drodze podczas powrotu 50 st💥. Rezultat był jednak znacznie gorszy niż w roku 2017, prawdziwki były znacznie bardziej robaczywe, a kozaków nie dałem rady dowieźć w stanie nadającym się do przetworzenia. Robaczywość grzybów generalnie przez większość sezonu była dość znaczna. Na początku sierpnia lato ani myślało odpuszczać, susza robiła się coraz większa, mimo to odkryłem nowe miejsca z usiatkami w Dąbrowie Górniczej, a jeden wypad zakończył się zbiorem kani w dużych ilościach. Susza z czasem opanował wszystkie znane mi miejsca, więc trzeba było poszukać nowego. I wtedy z pomocą przyszedł niejaki Emil😁, pewnie o nim słyszeliście😁. W połowie sierpnia wybrałem się dwa razy w okolice między Częstochową, a Lublińcem, gdzie pomogłem Emilowi w nierównej walce z kozakami grabowymi. Za drugim razem spotkałem się również z Grażką i Zygmuntem, wprawdzie wtedy grzyby już się kończyły, ale nazbierałem dużo gołąbków i dowiedziałem się, co najlepiej z nimi zrobić. Trafił się też ogromny żółciak siarkowy. Ambitnie przerobiłem go na mielone, ale szczerze to wolę smażone normalnie w panierce jak schaby. Zaczynał się okres grzybowej marności w moim rejonie, ale zaledwie 90 km ode mnie niespodziewanie zaczynał się nowy wysp😁😁😁. Zawsze gdzieś można znaleźć grzyby, a gdzie konkretnie.... o tym napiszę w następnej część podsumowania sezonu 2018