duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Dzisiaj druga część mojego podsumowania sezonu grzybowego 2019 w gminie Międzybórz (ale nie tylko), obejmująca miesiące wrzesień-listopad. Osobny wpis poświęcam wrześniowi, a drugi, przeznaczę na październik i listopad.
Darz Grzyb! Wrzesień i październik to w całym roku najważniejsze dla grzybiarzy miesiące, ponieważ, podczas normalnego przebiegu pogody, to właśnie w tych miesiącach należy spodziewać się zasadniczego, jesiennego wysypu grzybów. Ten rok przechodzi do historii w grzybowej dumie i chwale. Zanim jednak doszło do wysypu, pogoda i relacje grzybiarzy, systematycznie podnosiły ciśnienie, a atmosfera oczekiwania na wysyp gęstniała z każdym dniem… ;)) Ileż to pytań mają grzybiarze u progu września. Czy będzie wysyp? W jakich regionach najbardziej grzybnie? Ile potrwa wysyp? Czy opady będą wystarczające? Czy przymrozki zbyt szybko nie zakończą sezonu? Jakie gatunki najobficiej będą owocnikować? Czy robaki, skoczogonki lub ślimaki zbytnio nie rozpanoszą się w grzybach? Zaczyna się wielka, grzybowa debata, nerwowe przeglądanie prognoz pogody, śledzenie relacji grzybiarzy z wycieczek i przebieranie nogami. I mi ta atmosfera się udziela, którą podkręcam z premedytacją, poprzez np. „dolnośląskie komentarze grzybowe”. ;)) To był wreszcie normalny opadowo wrzesień. W gminie Międzybórz napadało około 120% normy deszczu na tle 30-sto letniego okresu referencyjnego 1981-2010. Niemniej, praktycznie cały Dolny Śląsk, po niedoborach opadów w miesiącach letnich, wrzesień miał co najmniej w normie opadowej. Jedynie bardzo wąski skrawek na południowym-zachodzie okazał się z lekkim niedoborem deszczówki. Pierwsze, niewielkie jeszcze opady wystąpiły już na początku miesiąca. Prognozy pogody stawały się coraz bardziej optymistyczne, ale ja, podchodziłem do nich z dużą ostrożnością, nauczony wielokrotnymi „wtopami” modeli numerycznych pod kątem opadów w poprzednich miesiącach. Jednak już pierwsze dni września pokazały, że za kilkanaście dni w lasach może być grzybowo. Większe i mniejsze opady pojawiały się coraz częściej. Wśród nich, perłami były te wieloskalowe, o średnim natężeniu, padające po kilka lub kilkanaście godzin. To właśnie ten rodzaj opadów jest najbardziej oczekiwany i pożądany przez grzyby i grzybiarzy. Zanim jednak doszło do uformowania się wysypu, trzeba było sprawdzić, co się dzieje w lesie po pierwszym tygodniu września. Wówczas, pojechałem z kolegą Krzyśkiem do Międzyborza, gdzie prawie przez cały dzień padał deszcz, chociaż jego natężenie, zmieniało się jak w kalejdoskopie. Raz lało dosyć obficie, innym razem mżyło lub „kapuśniaczkowało”. ;)) Sprawdzałem wilgotność ściółki na trasie i cały czas miałem niedosyt, mówiąc do Krzyśka, że to jeszcze za mało, że z tego chyba porządnego wysypu nie będzie. Wtedy to Krzysiek wypowiedział prorocze zdania: „Zobaczysz Paweł, jeszcze nie będziesz mógł z lasu wyjść, tyle będzie grzybów. Wspomnisz moje słowa”. ;)) Wspominam z przyjemnością! ;)) Moje pierwsze podejście do jesiennego grzybobrania w gminie Międzybórz, zaplanowałem na 20. września. Byłym wielce „laso-grzybo” żądny i nie mogłem się doczekać, kiedy postawię gumowce na bukowińskiej stacji. ;)) Po pierwszych oględzinach lasu, wniosek nasunął się sam: ZACZYNA SIĘ WYSYP! ;)) Jako wsparcie (support) przed występem głównej, podgrzybkowo-prawdziwkowej orkiestry dętej jesiennego lasu, wystąpiły czubajki kanie na łąkach. Kocham takie występy, które zawsze nagradzam brawami na stojąco! Znajdowane grzyby były w fazie klucia się. Młode, zdrowe i twarde. Nie był to jeszcze super wysyp, a raczej wspaniałe grzybobranie, które wymagało nieco wysiłku, tj. dłuższego pochodzenia po lasach, poszperania i wizyty w różnych miejscówkach. Pierwsze, młode podgrzybki. Symbol jesieni. Grzybowej jesieni, która tak naprawdę dopiero szykowała nam bombę „grzyborową”, chociaż 20. września, nie było widać, że zanosi się aż na takie uderzenie. Zauważyłem u siebie „syndrom ciągle za suchej ściółki”. Wydawało mi się, że mimo wszystko jest jeszcze za sucho, aby wysyp przeobraził się w wielkie „BUM”. ;)) Pierwsze, jesienne grzyby, wylądowały w garnku, marynatach, suszu i w sosie. Najwyższa jakość. W całym domu zapachniało lasem. W między czasie, następne powiaty wchodziły w jesienny wysyp i decyzja mogła być tylko jedna. Trzeba było ogłosić ALARM GRZYBOWY na terenie całego województwa dolnośląskiego. ;)) Za parę dni drugie podejście do grzybobrania. Kilka kilometrów ode mnie, samochodem przyjechał Andrzej z Sylwią, z którymi postanowiłem się spotkać w lesie i razem wrócić do Wrocławia. W lasach buszował też Krzysiek z Leszkiem. Generalnie obstawiliśmy lasy z kilku stron. Na początku sprawdziłem miejscówkę na koźlarze topolowe, których kilkadziesiąt sztuk, zebrałem na wcześniejszym grzybobraniu. Tym razem, to wybierałem tylko najładniejsze grzyby. Już ta miejscówka zasygnalizowała mi, że grzybów jest dużo. Pytanie – jak dużo. Zrobiło się pochmurno i zaczął padać deszcz. Musiałem schować aparat żeby nie zamókł. Zacząłem się kręcić po starych, sprawdzonych miejscówkach i to, co tam zobaczyłem, okazało się wspomnianą wyżej bombą „grzyborową”. ;)) W ciągu kilku dni, jesienny wysyp, przekształcił się w SUPER WYSYP, a grzybowa afera w SUPER-AFERĘ. ;)) Objuczony grzybami do maksymalnych możliwości wytrzymałościowych moich rąk, nawet nie myślałem o robieniu zdjęć, chociaż, gdyby nie deszcz, nakręciłbym filmik z najbardziej grzybnego miejsca, w którym zapełniłem kosze, a grzybów wciąż było nie do wyniesienia. Ten, jakże miły problem, mieli wszyscy moi znajomi, którzy w tym czasie szwendali się po różnych częściach bukowińskich lasów. Jesienny wysyp grzybów w gminie Międzybórz rozpętał się w fenomenalny sposób! ;)) Grzyby po raz pierwszy pokonały mnie w tym sezonie. Pokonały, to znaczy, że znalazłem je w takich ilościach, że nie byłem w stanie wszystkich zebrać. Nie chcę tutaj przesadzić, ale nie skłamię, jeżeli napiszę, że zostawiłem co najmniej 400-sta, jak nie więcej podgrzybków, które miałem na widoku. Prawdziwki starałem się zebrać i to one stanowiły lwią cześć mojego oraz Sylwii i Andrzeja grzybobrania, chociaż także i część z nich musiałem pozostawić, bo skończyły się możliwości załadowcze pojemników. W stanie pełnego zagrzybienia. W stanie euforii! Na to czekaliśmy! Takie chwile pozostaną w pamięci do końca życia. Grzybowa moc niech będzie z Wami! ;)) Po tak szalonym grzybobraniu, aż „bałem” się pojechać ponownie na grzyby. Tym razem z najbliższymi, pojechaliśmy na 5 godzin, po prostu na leśny spacer, biorąc dwa, średniej wielkości koszyki, które zresztą nazbieraliśmy na zupełnym luzie, spacerując właściwie tylko wzdłuż leśnych dróg. Cały czas kluło się ze ściółki mnóstwo młodych podgrzybków. Świetne warunki pogodowe utrzymywały się. Grzyby „oszalały”, a grzybiarze wraz z nimi. ;)) Kończy się cudowny wrzesień w magicznej Bukowinie i na kultowych Wzgórzach Twardogórskich. Biegnie jako grzybowy zwycięzca. Przypomina wszystkim, jak powinna wyglądać u nas jesień. Nie skąpana w suchych wyżach i Słońcu, a emanująca ciepłem, opadami deszczu i tonami grzybów, które tak wspaniale barwią nam lasy. Podsumowując grzybowo miesiąc wrzesień 2019 roku w gminie Międzybórz, należy użyć grzybowego patosu, pisząc i mówiąc o nim: „wybitny, fenomenalny, zaczarowany, cudowny, fantastyczny, pierwszej klasy, nadzwyczajny, oszałamiający, wzorowy, koncertowy”, itp. Chociaż zaczął się bezgrzybnie, w drugiej połowie, odpalił „grzybonamit” o ciężkości milionów ton masy grzybowej. To był wrzesień, o którym grzybiarze będą rozprawiać latami. Tymczasem do lasu wszedł październik… CDN.