duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Właściwie wpis dotyczy dnia wczorajszego. Niestety piszę po raz drugi, bo coś tam mi nie wyszło. Wczoraj od rana na niebie błękit- cudowne niebo bez jednej chmurki. Po lewej wschodząca okrągła, czerwona tarcza słońca, a po prawej- można było cofnąć się w czasie- pięknie podświetlony srebrzysty księżyc. Pogoda bez wiatru iście wiosenna. A przede mną w perspektywie lasy...…. Tam, już na miejscu wypatrzone młode maślaczki. Byłam 17,12 i wiem, że ich tam nie było. Dodatkowo 19,12,2019 u dzieci na ogrodzie kwitły na całego przytulone do tui hiacynty. Real to czy jakaś nierzeczywistość?...……….
Mając przed oczyma piękne hiacynty pognałam w swoje miejsca z sosnami, krzewami i młodnikami, na spotkanie w tym pięknym dniu z lasem. Z dala widoczna zielono-brązowa zapraszająca ściana. Jakże gościnna, cichuteńka, z zielenią mchów i brązem leżących gdzie nie gdzie podgniłych już liści ściółka- zapraszająca na swe tereny. Pobuszowałam między tymi pięknie skąpanymi i lśniącymi od nocnej rosy drzewami, krzewami szukając miejsc pokrytych igliwiem, szyszkami, bardziej suchych w nadziei na tego ostatniego podgrzybka. Niestety one już wzrost sobie odpuściły. Muszę poczekać z ładnych parę miesięcy. Zapach lasu, jego aromat, ta leśna cudowna wilgotność podnosi urzeczenie spacerem po lesie do niezwykłego doznania. Czasami ciszę zakłócił pojedynczy ptasi śpiew. Przechodząc na skraj w samosiejki wypłoszyłam niechcący z przytulnego gniazdka śpiącego zajączka. A maślaki- owszem urosły. Niewiele, ale 3 dorodne, młode sztuki się znalazły. Szukanie ich z obchodzeniem dookoła młodych sosenek, spódnicami sięgającymi ziemi zajęło mi z pół godzinki. Wilgoć pod stopami dała szybko znać o sobie bezczelnie wnikając do wnętrza moich botków. I tak skarpetki mokre. Który to już raz- nie pamiętam. Przywykłam. Dodatkowo tu i tam - na ściętych pniach gniazda zimówki, oraz kilka pniaków z malutkimi srebrnymi rogami. Zdarzały się miejsca występowania jakiś pomarańczowych blaszkowców i to w dość licznych gronach. Pojedyncze były też egzemplarze wodnichy. Powolutku to co piękne zaczęło się kończyć i trzeba było wracać do rzeczywistości i miasta- z nie tak wcale najgorszym powietrzem. Serdecznie z mych nizin pozdrawiam całą brać:)