duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
I druga część relacji z mojego sezonu A.D. 2019, obejmująca miesiące PAŹDZIERNIK-LISTOPAD. Po bardzo borowikowej pierwszej fazie sezonu przyszedł czas na inne gatunki grzybów. Było też już zdecydowanie bardziej mazowiecko.
PAŹDZIERNIK. Kierując się doniesieniami z portalu, realizację podgrzybkowego planu rozpocząłem od sympatycznego, popołudniowego wypadu na południe Mazowsza, gdzie w wysokim lesie sosnowym z borowinowo-jagodzinowym poszyciem zebrałem pełen kosz podgrzybków w różnym wieku. Weekendowe próby znalezienia podgrzybkowego wysypu bliżej Warszawy spełzły jednak na niczym, bo tak oceniam pojedyncze jedynie grzyby w lasach na wschód i zachód od Warszawy. Szczególnie rozczarowujący był brak porządnego wysypu w miejscu, które było moim zeszłorocznym podgrzybkowym rajem. Na domiar złego powtórzony w kolejną sobotę wypad za Pilicę również był mało udany–dno kosza ledwo udało się przykryć, a las, który raptem 10 dni wcześniej dał kilkaset podgrzybków, tym razem obdarzył mnie tylko kilkoma starymi kapciami. Ostatecznie moje poszukiwania znalazły całkiem nieoczekiwany finał-tegoroczną podgrzybkową ziemią obiecaną okazał się niewielki (100m x 140m), sosnowy zagajnik, który odwiedzałem w zeszłym roku zdejmując zwykle kilkanaście dyżurnych podgrzybków. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kolejnym wypadzie po kanie (zebrane 45 sztuk), 2-godzinne przeszperanie tego lasku dało mi ponad dwie setki pięknych, młodziutkich, brązowo-zamszowych łepków. Jako, że trafiłem na początek wysypu (starszych grzybów nie było wcale), postanowiłem kuć żelazo, póki gorące. Na przestrzeni czterech dni jeszcze trzy razy odwiedzałem zagajnik, każdego popołudnia jadąc tam lekko z duszą na ramieniu–wiedziałem, że jeśli ktoś wcześniej przez niego przeszedł, to dla mnie za dużo nie zostanie. Pamiętam chwile napięcia, gdy moje sosenki wyłaniały się zza zakrętu i uczucie ulgi, gdy po wejściu w las, okazywało się, że świeże podgrzybeczki są i grzecznie na mnie czekają. Sumarycznie te cztery krótkie wizyty przyniosły mi blisko 900 cudnych, w ogromnej większości octowych, podgrzybków okraszonych kilkunastoma babkami z przyległych brzózek–całkiem fajne zbiory jak na tak mały kawałeczek lasu. Nasycenie prawdziwkami i podgrzybkami, brak czasu na dłuższy wyjazd i portalowe doniesienia o pojawiających się tu i ówdzie opieńkach spowodowały, że za nowy cel postawiłem sobie nazbieranie tych wdzięcznych grzybków, odrzucając tym samym pokusę ruszenia na spóźniony wysyp podgrzybków w okolicach Wyszkowa. 2-godzinne, poranne grzybobranie w moim lesie grabowym 20. października zamieniło się w nadspodziewanie obfite opieńkowe żniwa. Przynajmniej w kwestii opieniek mój las w końcu nie zawiódł. Miesiąc zakończyłem zbiorem kilkunastu gigantycznych kań (drugie tyle z powodu zaawansowanego wieku zostało w lesie) przy okazji rekonansowego spaceru po nieznanym mi wcześniej lesie grądowym oraz kilkudziesięcioma starszymi podgrzybkami przywiezionymi z wyjazdu na poszukiwanie gąskowych terenów. Te ostatnie udało się znaleźć dopiero w listopadzie. LISTOPAD. Listopad, tak jak w zeszłym roku, poświęciłem na późnojesienne polowanie na gąski. W przeciwieństwie do zeszłorocznych zmagań, tym razem zakończyło się ono sukcesem. Na południu Mazowsza w końcu udało mi się namierzyć ładny, sosnowy las na piaszczystym podłożu i o ubogim runie, a co najważniejsze z rosnącymi w nim gąskami. Podczas dwóch rozpoznawczych wypraw na początku listopada na duży wysyp jeszcze nie trafiłem, ale znalezione po kilkadziesiąt zielonek i siwek było wskazówką, że trafiłem pod dobry adres i dawało nadzieję na regularne zbiory tych smacznych blaszkowców. Przy okazji nazbierałem trochę, deficytowych w tym roku, kurek na sosik do obiadu. Intensywne deszcze, które spadły w noc przed Świętem Niepodległości, pozwoliły gąskom nieco się rozbujać. Dwa kolejne wyjazdy w środkowej dekadzie miesiąca dały mi satysfakcjonujące już zbiory - po ok. 120 gąskowych owocników-pozwalając uzupełnić spiżarnię o kilka słoików i odhaczyć prośnianki na liście zaliczeń. Trafiło się również kilka boletusów novembrusów, ale nie nadających się już do zbioru. Udany tydzień zamknąłem niespodziewaną miseczką kurek wyniesioną z rodzinnego spaceru po jednym z podwarszawskich lasów. Koniec miesiąca to mój rekordowo późny prawdziwek (22.11) znaleziony w dębinie przy okazji pierwszych poszukiwań grzybów zimowych i ostatni wypad na gąski (28.11), który obok skromnej ilości wyraźnie kończących się prośnianek (niecałe 30 szt), przyniósł jeszcze jedną miskę listopadowych kurek. Pieprzniki, z powodu suszy na Mazowszu prawie nieobecne w moich miejscówkach na przełomie sierpnia i września, postanowiły obrodzić na koniec sezonu. Ostatniego dnia listopada, ku mojej ogromnej radości, odnotowałem debiutancki sukces jeśli chodzi o grzyby zimowe. Na krótkim, porannym spacerze po podmokłym lesie łęgowym znalazłem moje pierwsze stanowiska boczniaków ostrygowatych, a zwłaszcza płomiennicy zimowej. Wielkie, powalone drzewo, obrośnięte już mchem, całe dosłownie obsypane złotymi grzybkami–dziesiątkami w sam raz do zbioru i setkami maluszków w rozmiarze od grosza do łepka od szpilki. Fantastyczne znalezisko będące źródłem grzybowego surowca na długie tygodnie. PODSUMOWANIE. Tegoroczny sezon, po trudnym pogodowo początku, ponownie okazał się dla mnie bardzo udany i przyjemnie różnorodny. Pod kątem zbiorów prawdziwkowych był wręcz wymarzony (332 prawdziwki z jednego wypadu pewnie na długo będą moim osobistym rekordem), bardzo dobry jeśli chodzi o podgrzybki, opieńki, gąski czy kanie, których udało się zebrać w pełni satysfakcjonujące ilości i nieco tylko rozczarowujący w przypadku koźlarzy i kurek, których mogłoby trafić się troszkę więcej. Za to dzięki grzybobraniom na obcych terenach zbierane były niewystępujące na Mazowszu ceglasie, przez upór teściowej zwykle przeze mnie pomijane maślaki, a także wspomniane wyżej boczniaki i zimówki. Z 33 wypadów tylko 7 było jednoznacznie nieudanych, a aż 21 kończyłem z bananem na ustach. Wprawdzie mój sezon mocno rozbiegł się z zamysłami, gdyż moje najbliższe lasy, nękane suszą, praktycznie zupełnie zawiodły, ale dzięki temu też znacznie poszerzył katalog lasów leżących w moim zasięgu i kręgu zainteresowań. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu odkrycie świętokrzyskiego grzybowego eldorado, które w kolejnych latach zapewne stanie się moją borowikową mekką oraz znalezienie upragnionej gąskowej miejscówki, która pozwoliła urozmaicić i wydłużyć sezon bez konieczności uganiania się za ostatnimi i często będącymi w wątpliwym już stanie okazami z wygasających wysypów grzybów rurkowych. Z kolei wzięcie na cel grzybów zimowych i namierzenie ich stanowisk w lesie łęgowym sprawiły, że na zimę nie muszę już chować koszyka do piwnicy. Nędzny sierpień, na szczęście poprzedzony miłą niespodzianką w postaci lipcowych, pomorskich borowików, który przespałem w oczekiwaniu na pojaw grzybów w okolicy Warszawy, udało się z nawiązką odrobić niewiarygodnymi, wrześniowymi wypadami do Puszczy Świętokrzyskiej, owocnym podgrzybkowo październikiem i moim pierwszym, udanym, gąskowym listopadem. Kluczem do sukcesu było nieczekanie w nieskończoność z założonymi rękami, nietrzymanie się kurczowo znanych mi wcześniej miejscówek, ale reakcja i zmiana planów, mobilność i szukanie grzybów w regionach i lasach gdzie można się ich spodziewać. Wydatną pomocą były doniesienia z portalu, bez których nie byłoby to możliwe i za które wszystkim bardzo dziękuję. Portalowe wpisy stanowiły nie tylko cenne źródło informacji o aktualnej sytuacji grzybowej, ale także czynnik motywujący do podejmowania kolejnych wypraw. Pozdrawiam serdecznie wszystkich portalowych Grzyboświrków i życzę pełnych koszy w nowym sezonie. DARZ GRZYB!