duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Lasy tam gdzie byłem, przeważnie bukowe, z domieszką dębu, brzozy, sosny, grabu itp. Pogoda dopisała, więc wycieczka była długa i bardziej krajoznawcza, "dozwiedziłem" las, na który w lecie miałem mało czasu, a chciałem koniecznie poznać. Znalazłem przy okazji trochę grzybów, w tym dwa prawdziwki, jednego ceglasia, cztery podgrzybki brunatne, trzy podgrzybki złotawe, 10 sitarzy, soplówki, piestrzenice (? późną jesienią?) i wiele innych. Nie wszystkie się nadawały do kosza, dlatego wpisałem 1/h.
Ponieważ nie mam ostatnio innej możliwości, znowu wyskoczyłem do lasu stosując metodę "na lekarza". Tym razem kosztowało mnie to kieliszek własnej krwi i dzień urlopu. Krew poszła na szlachetny cel, tzn. sprawdzenie, czy tegoroczne kleszcze nie zostawiły mi jakiejś przykrej pamiątki. Po drodze zaliczyłem miłe śniadanko w pewnej cukierni, a co, w końcu to urlop. W lesie zameldowałem się o 8:30 i od razu szok. Nie, nie grzyby, chociaż te też były, ale tony śmieci na parkingu i wokoło. Dałem sobie z nimi spokój, bo potrzebowałbym wywrotkę. Ale z lasu wyniosłem 3 torby, może do lata wytrzyma bez flaszek, puszek, torebek itp. Założyłem sobie spacer bez presji na zbieranie grzybów, ale jakaś minimalna jednak ciągnęła się za mną, dopóki nie trafiłem na wyrośniętego ceglasia. Ten uwolnił mnie całkiem od wszelkich przymusów. Las cichutko zaśpiewał do mnie "przeleć mnie", więc przeleciałem wzdłuż i wszerz, mijając miejsca piękne, ale także nijakie, albo takie sobie. Ważne, że zaliczyłem sporo kilometrów i na koniec miałem już na serio dość. Jednak po drodze było ciekawie i jestem zadowolony. Reszta w dopiskach, oprócz spotkania z kimś niewidzialnym (Predator?). Robiąc zdjęcie ładnego fragmentu lasu położyłem się, a wtedy w pobliskim młodniku usłyszałem odgłosy przedzierania się. Wstałem, odgłosy ucichły, ale nikogo nie widziałem. Podszedłem bliżej, parę razy tupnąłem i zaklaskałem, ale ten niewidzialny najwyraźniej zrobił przyczajkę. Bliższego spotkania nie ryzykowałem, mam rodzinę... Poza tym widziałem pana w pomarańczowym kasku rżnącego kłody, leśniczego w terenówce, rowerzystę i słyszałem kanonadę, pewnie myśliwi zobaczyli tego Predatora. Na zdjęcie główne wybrałem fotkę niby mało ciekawego lasu, a przecież jest na swój sposób piękny, prawda?