duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Nie sam Poznań, ale lasy w okolicy. Byłam tam i też jest pięknie. Ponieważ i dzisiaj czekał na mnie w lesie borowik szt 1- ale zawsze, a do tego 61 podgrzybków, postanowiłam i dzisiejszy dzień na tych kartach spisać. W lesie spędzone 2 calutkie godzinki, troszkę km się porobiło, bo grzybki nie rosły stadnie, choć i takie miejsca były, że w pobliżu padła ich piątka...…...Wagowo to 1,5 kg- jaki słodki ciężar...…………….
Ostatnie dni tej takiej z sercem jesieni, gdzie, jeszcze i listko gdzie nie gdzie na drzewie, a pod stopami dywan z jeszcze kolorowych liści się mieni. Dzisiaj dzień jak na jesień przystało- ranek ciepławy, bo na + 10 stopni, a to chmury, a to jakaś delikatna na niebie przecinka, i coś tam jaśniej majaczy- słonko, czy nie słonko? Było nie było i dzisiaj też lasy. Cudów się nie spodziewałam- wiadomo wszystko przetrzebione, po przymrozkach takie jakieś przymulone. Grzybki jakby przystopowały, albo już na prawdę ochotę pochować i ułożyć do zimowego snu się miały. Początek taki sobie. Tu brak, tam też nie ma niczego. I zastanowienie- będą czy też nie, a jeśli to gdzie? Pochodziłam, popatrzyłam- jest pierwszy czarny - całkiem przystojny- czarny łebek. Za kawałek w mchu się do podłoża tuli drugi...………..i tak szło. Bywały też w duecie. Lasy przemierzone w spokoju i ciszy. Żadnej dwunożnej konkurencji, ptaszki wzięły wolne- albo już do snu się poukładały, nawet dzięcioły dzisiaj miały wychodne. W pewnej chwili- prawie zeza bym dostała- na środeczku czapki daszka na delikatnej niteczce kołysze się w rytm mych kroków- zawieszone podwójne igliwie. Tak sobie do przodu podążałam, a ono od prawej do lewej, a czasami w przód i w tył. Miałam już nieraz podobne przygody z pająkami, ale igiełki igliwia- wyglądały jak piękne wahadełko. W pewnej chwili sama z siebie śmiać się zaczęłam; myślę sobie: czy ja kiedyś dorosnę? Mach ucięłam delikatną niteczkę- igliwie tam gdzie jego miejsce wylądowało. I tak idąc i do przodu, a i szlaczkiem dozbierałam moich dzisiejszych podgrzybków. Muszę przyznać, że dobre czasy się skończyły- w niektórych nóżkach zagościł robaczek. Dwa całkiem zeżarte piękne kapelusze. W pewnej chwili- patrzę- jest- i dzisiaj spotkany- nieco mniej okazalszy niż te z wczoraj- ale Pan Borowik, we własnej osobie. Jeden grzybek, a jak cieszy...…..Jeśli o podgrzybki zaś chodzi, to te na grubych nóżkach zamszaki co w igliwiu sobie moszczą gniazdka- tak były w tym igliwiu zagrzebane, że wystawały im najczęściej jedynie czubki pięknych brązowych kapeluszy. Było pięknie, jeszcze grzybnie, oby tak to dalej było. Serdecznie wszystkich portalowców z jesiennych, sennych pozdrawiam ja nizin:)