duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Powrót na ostatnią miejscówkę, pomimo tego, że początkowo pomyliły mi się pola i wszedłem za wcześnie, zebrałem pełny kosz w 1:40 minut, kończąc w tym samym miejscu co poprzednio. Liczenie o tyle nie ma sensu, że nie zbierałem grzybów bardzo małych, by pozwolić podrosnąć jak największej liczbie owocników. Te średnie zostały w tym momencie dosyć mocno przebrane, malutkie zostały na miejscu. Poza tym zauważyłem dwa niewielkie stanowiska opieniek które dziś mnie nie interesowały oraz niewielkiego siedzunia sosnowego.
Odnosząc się do „afery grzybnej” z moim udziałem, sprzed trzech dni wyjaśniam. 1. wyrzucone grzyby zostały w lesie, a więc będą wysiewać zarodniki, to samo dzieje się z każdym nierozerwanym grzybem, gnije i rozkłada się. Z punktu widzenia przyrody, odniosła ona z tego korzyść. Lepiej by było gdybym ich nie zebrał , ale skoro już zebrałem, nie przypuszczając co mnie spotka na grzybobraniu to zawsze lepsze dla lasu jest to, że tam zostały niż gdyby zostały wywiezione. Dziwne, że nikogo nie razi sytuacja gdy ludzie zbierają po kilkadziesiąt kilogramów grzybów, są natomiast zbulwersowani, gdy raz na kilka lat pozbyłem się gorszych podgrzybków nie wiedząc przecież, ze znajdę taką miejscówkę. Napisałem w relacji, że dookoła nie było grzybiarzy, a grzyby zostawiłem właśnie dlatego, ze nie byłem w stanie więcej zabrać Nie jest mi obce oddawanie grzybów innym osobom, a jeden z moich ostatnich koszy, oddałem w całości dla osoby, która nie może udać się do lasu. Nigdy będąc świadomym, że grzyba nie wykorzystam nie zbieram żadnego grzyba. Na ostatniej miejscówce , co widać nawet na zdjęciu, wybierałem tylko większe owocniki, by jak najwięcej zostało dla innych i w przeciwieństwie do wielu osób zbierając grzyby, pomijam te najmniejsze i zostawiam do podrośnięcia. Pomijając to, przydało by się by ludzie w internecie używali słów adekwatnych do rangi wydarzenia, jednorazowe zostawienie starszych podgrzybków w lesie , nie jest tej rangi wydarzeniem by pisać o „upadku obyczajów”, czy o „hańbie” i „dożywotnim zakazie do lasu”. Rozumiem krytykę, ale słowa użyte zostały takie, jakbym za każdym razem zbierał i wyrzucał dla zabawy grzyby. Wyrażam szacunek dla tych osób, którzy będąc w podobnej sytuacji mając np. kosz zajączków, którzy natknęli by się na miejscówkę z borowikami, nie mogąc zabrać jednego i drugiego nie zostawili by tych pierwszych. Dziękuję też za wszystkie głosy rozsądku. Chciałem się jeszcze odnieść do terminu "czarne łepki" użytego przeze mnie poprzednio , jest to nazwa potoczna, więc w różnych środowiskach może ona oznaczać co innego, dla mnie ten termin oznacza ogól borowikowatych o ciemnych, czarnych kapeluszach, najlepiej grubych nogach, szczególnie te nie siniejące po dotknięciu, takie nadające się do "octu". Jest to podobny problem, do tego jak goryczaka żółciowego nazywa się szatanem, a nawet co była dla mnie zaskoczeniem, okazuje się, że niektórzy czubajką nazywają jeden z jadalnych gatunków muchomora.