duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii, a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
Najbardziej zaskakująca miejscówka w życiu. Nabity maksymalnie kosz, połowa kosza z podgrzybkami wyrzucona z zebranymi już podgrzybkami by zrobić miejsce na atlasowe wręcz grzyby i najmniej drugi potencjalny niezebrany kosz i kręcenie się między grzybami i zastanawianie się który zerwać, a który nie. Mnóstwo grzybów nie zebranych, małych w ogóle nie zrywałem, by podrosły. Tak naprawdę miejsce nie jest nowe, znam z poprzednich lat, zaskoczeniem było to, że na ogromnym polu znalazł się duży areał, gdzie nie do dziś stopa ludzka. Wszystko oczywiście działo się bardzo daleko od drogi.
Byli i ludzie wychodzący z pustymi koszami. Oczywiście im bliżej głównych dróg tym bardziej wszystko wyzbierane, a w tej fazie grzybobranie polega na szukaniu nieschodzonych miejscówek, jak się uda grzybów jest zatrzęsienie, jak nie jest bardzo mało. Przebieg grzybobrania: jak wspomniałem jeszcze nigdy w życiu żadna miejscówka nie zaskoczyła. To, że na początku wysypu spotykamy mnóstwo małych wystających grzybów, to, że dwa lata temu przy zamkniętej chociwelce można było kosić nie zebrane grzyby, bo nie było grzybiarzy, to, że pod koniec sezonu można napotkać w mchach stare kapcie w dużych ilościach , to wszystko się czasami zdarza. Ale znaleźć rozległy areał, gdzie na niskim mchu, rosą same zdrowe sztuki i gdzie nikt nie zbierał przede mną , w niedzielę w tak daleko posuniętym wysypie to się nie zdarza. Na finalnej miejscówce grzybów rosły setki, dodam, że i bez tego pierwsze 3/4 kosza zapełniłem w 45 minut. Było To w wysokich trawach, gdzie jak nie było nic to nie było nic, a jak się trafiło to było nawet 30 grzybów w jednym miejscu, kilka takich trafień na godzinę i kosz może być pełny. No i właśnie gdy miałem już prawie pełny kosz i byłem na swoim świerkowym polu, w którym rosną ciemne podgrzybki borowiki sosnowe, zwał jak zwał spotkałem jedyną osobę, drugiego rowerzystę który szedł w przeciwną stronę. Z dużym prawdopodobieństwem i tak by go minął, tym niemniej on sam do mnie zawołał, "niech Pan podejdzie tutaj i zobaczy co się tu dzieje, bo ja nie mam już w co pakować ". No i faktycznie widok mnie zaskoczył choć nie narzekałem na brak grzybów. Więcej zdjęć z miejsca na moim blogu rowerowym na wyszukiwarce wystarczy wpisać dornfeld bikestats.