duża wersja fotografii z doniesienia

© fotografia została załączona przez informatora o grzybobraniu; z pytaniem o jej wykorzystanie poza ramami systemu monitorowania występowania grzybów grzyby.pl należy kontaktować się bezpośrednio z autorem fotografii a nie ze mną (kontaktu do autora zdjęcia zwykle nie posiadam)
L A S takie niby króciutkie trzy literki, a co one z nami wyprawiają? Naoglądałam się Waszych doniesień z grzybobrań od Pomorza aż po Śląsk, grzybki popodziwiałam i taka tęsknota mną zawładnęła za tym lasem oczywiście, że choćby wiało mroziło i padało musiałabym tam pojechać. Pojechać, poszwędać się po jeszcze jesiennym, prawie kładącym się do snu lesie. Co prawda kataklizm żaden się nie przydarzył, choć nocka mocno na minusie pojechała. Szron grubą warstwą popokrywał wszystko naokoło. Samochód do porządnego drapania. Ale co tam. Do lasu mnie ciągnęło po raz ostatni na grzybobranie...........
Po wjeździe do lasu moim oczom także wszechobecny na mchach, rowach, jagodzinach szron się ukazał. Ściółka na poboczach pomalowana na zielono, i delikatnie na biało pociągnięta. Bezruch w lesie totalny, tak, że pomimo minusa jednak dość względnie ciepło było. Jazda na miejscówki powolna. Jak na ostatni taki pobyt- musiałam się do syta na wszystko napatrzeć. A tu jesienią zbierałam z takim sobie skutkiem, a tu jak troszkę mi się z obranego azymutu zboczyło to dopiero piękne podgrzybki znalazłam. I tak po kolei sobie dawne czasy przypominałam. W lesie oczywiście żywej duszy nie było. Błoga pustka i spokój. Nic tylko lasem można się było do syta delektować. Najbardziej przykro było patrzeć jak od ostatniego mojego pobytu kwartał ładny lasu po prostu sobie zniknął. Drzewa piłami powalone, jeszcze nie zwiezione i w sztaple nie poukładane. W ogóle po drodze jadąc i patrząc na boki tak się zastanawiałam w tartaku ja jestem czy w lesie. Kubików pociętych i posztaplowanych pni ilości nie do przeliczenia. Smutno, po prostu smutno.............. Nic to, nic na to nie poradzę. Zboczyłam w moje miejsca. Jeden lasek taki z dość forsowną górką. Średnia sosna, mech trzeszczący przy każdym mym kroku, gdzie nie gdzie sterty zapomnianych gałęzi, a wśród tego dobra całego gdzie nie gdzie a to solo, a to w duecie- one. Podgrzybki kochane na mnie jeszcze czekały. Czekały niektóre na kość zamrożone. Do koszyka lądowały najczęściej z dobrodziejstwem leśnego inwentarza. Spacerek jak to u mnie takim sobie zygzakiem, i co jakiś czas skłon po następnego wypatrzonego podgrzybasa. Następny teren równinny sobie dla odpoczynku wybrałam z taka troszkę dorodniejszą sosną. I tu one też jeszcze przetrwały. Niektóre nawet nie doświadczyły stanuhibernacji. Kolejnym laskiem był taki, gdzie niedawno drwale piły próbowali, i co niektóre sosny bez serce powycinali. Bałagan z gałęzi jeszcze z igliwiem, tam gdzie spadły tam leżały. I po tych pościnanych sosnowych ostatkach tak sobie z dużym wysiłkiem wspinaczkę urządziłam. A tam to podgrzybki to kryjówki swoje miały, oj miały. Trzeba było troszkę się nagimnastykować, ale warto było. Jak już jakiegoś dobrze ukrytego w tych zwałach znalazłam, to dorodny on był, oj dorodny. Taki kawał grzyba. I tak w jeszcze ze dwa miejsca uderzyłam. A tam różnie i różniście było. A to z jeden gdzieś spod gałęzi na mnie się zaczaił, a to drugi rósł sobie dostojnie całkiem na widoku. Zabawiłam na tym pożegnalnym grzybobraniu tak niecałe trzy godzinki. Grzybków tyle co ostatnio znalazłam objętościowo i wagowo. Jeśli zaś o sztuki chodzi to tych naliczyłam tak z 81 + 2 maluchy maślaczki. Kilometraż od ostatniego razu w górę poszybował i krokomierz wykazał niespełna 4 km. Na tym tegoroczne tur do grzyb zakańczam, no bo kiedyś trzeba. Lasy na pewno jeszcze się ze mną spotkają, ale na zasadzie spacerowo- sprzątającej. Wiem, że niektórzy z Was jeszcze za grzybkiem pojadą i życzę tym wszystkim jeszcze koszy pełnych z pięknymi grzybkami. Cieplutko Wszystkich pozdrawiam:)))))))))))))))))