Publikacja fotografii
Strona główna o fotografowaniu grzybów
Artykuł ma już swoje lat. Tym niemniej jest nadal aktualny. Tu i ówdzie uzupełniony w grudniu 2004.
Aparat fotograficzny i jego obiektyw czyni różnicę
Aparaty cyfrowe nie pozwalają obecnie (1999) uzyskać jakości jaka zapewnia technologia analogowa. Cyfrówki o zbliżonej jakości kosztują tyle co samochód i nie nadają się do użytku w terenie. Jest to jeszcze pewnie kwestia paru lat, gdy przewagę tam gdzie nie ma kompromisu dla jakości, utrzymuje technologia analogowa. Aby móc opublikować taką fotografię w WWW należy przejść z postaci analogowej na cyfrową, służą do tego celu skanery. Im mniej etapów przejściowych na tej drodze tym lepiej. Idealnym rozwiązaniem jest skanowanie bezpośrednio z błony fotograficznej. To czy jest ona negatywem czy pozytywem jest z punktu widzenia skanowania obojętne (choć z innych względów bardziej godne polecenia są pozytywy). Dostęp do dobrego skanera materiałów przeźroczystych jest zwykle trudniejszy, są one znacznie droższe. Warto więc w tym przypadku posłużyć usługowym skanowaniem. Ja np. korzystam z oferty firmy Studio QbA Jakuba Jewuły1. Poleca on profesjonalne usługi w skanowaniu ze slajdów i negatywów za naprawdę nieduże pieniądze - a efekty są rewelacyjne.
Analog czy cyfra
Co się zmieniło: w połowie 2002 roku przeszedłem na fotografię cyfrową - Nikon D1x - efekty już porównywalne z tym co daje opisana tu technika analogowa. Nieco na minus w Nikon D1x- wypada rozdzielczość i dynamika (12-bit na dołek), w porównaniu do tego co można wycisnąć z błony małobrazkowej porządnym skanerem. Na plus dla cyfry wypada kontrola nad jakością naświetlenia zdjęcia - można ocenić od razu jak wyszło i od razu skorygować - nie ma praktycznie zdjęć nieudanych. Na plus dla cyfry wypadają też koszty - jeśli robi się grubo ponad 1000 zdjęć rocznie (do publikacji) to po 3-4 latach inwestycja około 30 tyś. złoty się zwraca. No i na plus dla cyfry jest ogromna swoboda w robieniu detali - nie zastanawia się człowiek, czy zrobić jeszcze jedną klatkę z innym ujęciem, czy może już wystarczy - po prostu robi się to jeszcze jedno ujęcie.
W sumie oceniam, że plusy równoważą minusy. Ale za kilka lat należy kupić nowszy model Nikona. Taki z matrycą o fizycznych wymiarach kadru małego obrazka. A szczęście by zapewniła matryca z 20-30 Mpixelami i przynajmniej 16-bitowa dynamika detektora.
Aparat i obiektyw czyni różnicę
Że sprzęt fotograficzny, materiał fotograficzny i sposób oraz sprzęt do skanowania czyni różnicę możecie się przekonać na poniższych przykładach. Pierwsze zdjęcia (do 01.1998) robiłem z ręki, Zenitem, z obiektywem Helios 55mm. Dawał on ładne, miękkie zdjęcia; robienie zdjęć z ręki powodowało że przypadek decydował o efekcie, znaczna część fotek była mniej lub bardziej 'ruszona' lub nie można było stosować małego światła przesłony co odbijało się na głębi ostrości. Poniżej dwie fotki różnych egzemplarzy prawdziwka. Lewa robiona Zenitem z ręki jest 'miękka'. Prawa Nikonem z Micro Nikkor 60/2.8 ze statywu ukazuje wszystkie szczegóły; na portrecie widać by było pory i włosy :).
![]() |
![]() |
Skanowanie
Pierwsze fotografie (do 1998.06) robiłem na negatywach. Używałem zwykle Kodak Gold 100 lub 400 aby móc używać znacznych stopni przesłony. Czulsza wersja filmu ma już istotne ziarno co dobrze widać przy skanowaniu z wysoką rozdzielczością.
W początkowym okresie skanowałem z odbitek 10x15, na błyszczącym papierze używając skanera Microtek ScanMaker E6. Oceniam ten skaner za wybitnie przyzwoity i stosunkowo tani. Następnie pojawiła się możliwość oddawania do labu błon skanowanych na półprofesjonalnym skanerze Nikon LC1000. Była to znaczna poprawa jakości. Idąc z postępem następnie skanowałem w labie usługowo na jeszcze lepszym skanerze LC2000 (potem LC4000) wzabogaconym o odpowiedni soft korygujący i dobrą obsługę. Różnice nadal są na plus. Zwłaszcza na zbyt ciemnych i innych trudnych fotkach.
Przykład że skaner i pewnie operator skanera czynią różnicę; kruchaweczka omszona (Psathyrella velutina).
Skan z błony, Nikon LC1000 |
Skan z błony, Nikon LC2000; widać więcej; w dużej mierze dzięki wyostrzeniu (sharpen) i kontrastowi, ale trochę też i dzięki lepszej dynamice skanera i |
cała klatka /Velvia/ |
Poniżej porównanie wyników różnych skanów nienajlepszego, niedoświetlonego negatywu z mitrówką półwolna (Mitrophora semilibera).
Skan z odbitki 10x15, Mustek E6; fatalny kolor był na odbitce to nie wina skanera, mając negatyw jednak nie wiadomo czy to wina labu czy błony |
Skan z błony, Nikon LC1000; kolor to jednak produkt labu |
Skan z błony, Nikon LC2000; więcej szczegółów, ostrzejszy; szczególnie dobrze to widać poniżej na powiększeniach główki |
Skan z błony, Nikon LC1000 |
Skan z błony, Nikon LC2000; lepsza; w dużym stopniu dzięki sharpen i kontrastowi |
Składowanie plików graficznych
Ze skanowania otrzymuje pliki w najpopularniejszym formacie TIFF zapisane na CD. Skanując na maksymalną rozdzielczość otrzymuje się pliki TIFF o rozmiarze 26MB (na CD wchodzą 23). Oczywiście można sobie zażyczyć pliki JPG ale stosowana jest w nich kompresja stratna a materiał wyjściowy do obróbki chcę mieć bez kompromisów na jakości.
W przypadku błony możemy sobie pozwolić na jedną kopię wersje elektronicznej na CD. W razie jej padu można wykonać ponowne skanowanie z błony.
W przypadku fotografii cyfrowej, bezwzlędnie trzeba mieś przynajmniej dwie kopie plików ze zdjęciami. Nagrane na 2 różnych CD (idealnie, gdy płyty są różnych producentów). Każda z kopii musi być przechowywana w innej lokalizacji. Druga w tzw. off-site. Tj. w miejcach które w przypadku wystąpienia jakiegoś kataklizmu (pożar, powódź, trzęsienie ziemi, działania wojenne), mogą mu podlegać jednocześnie z nikłym prawdopodobieństwem.
Obróbka
Aby obrabiać takie duże pliki graficzne (23MB) - PC z 64MB RAM od biedy wystarczy dla cierpliwych. Dla komfortowej pracy potrzeba 128MB RAM gdy bawimy się z jednym, dwoma plikami naraz lub znacznie więcej jeśli naprawdę chcemy komfortu.
Programy graficzne
Jako program do obróbki w wielu prostych sytuacjach używam Paint Shop Pro. Przez sentyment używam wersji 5.x, która jest nieduża i wystarczająca.Czasami trzeba sięgnąć po poteżny Adobe Photo Shop. Ale to raczej rzadko, używam z tego pakietu głównie GamaLoadera, który umożliwia mi zgrubną kalibrację monitora, co teoretycznie pozwala zachować przenaszalność i spójność poczynań korektorskich, zwłaszcza odnośnie jasności fotki.
Ostatnimi czasy (od 2004) większość operacji wykonuję na obrazkach wsadowo używając do tego godnego polecenia wszystkim programu freeware ImageMagick2- kawał rzetelnej, dobrej roboty. Można go używać z linii poleceń. Ja wykorzystuję go w skryptach przez API w Perl (PerlMagick).
Obróbka fotki sprowadza się głównie do wybrania (wykadrowania) interesującego fragmentu obrazka. Często poprawiana jest jasność za pomocą gamma korekcji. Sporadycznie koryguję kontrast czy jasność. Następnie resampluje rozmiar obrazka do pożądanej wielkości. Wynikowa fotkę zapisuje w formacie PNG (bezstratny, z kompresją, 16mln kolorów, wyświetlany przez przeglądarki) aby umożliwić dalszą obróbkę i dla przyszłościowego (gdy rozmiar pliku nie będzie miał znaczenia) zastosowania w serwisie WWW. Obrazki są zapisywane w formacie dużej fotki i miniaturki. Są one potem konwertowane do JPG (stopień kompresji 25, gdzie 0 to min 100 to max). Daje to zwykle przyzwoity kompromis pomiędzy jakością z rozmiarem pliku.
Należy mieć na uwadze, że każda korekcja zmniejsza ilość informacji w obrazie; może ona oczywiście przynieść poprawę estetyki fotki ale w przypadku tych fotografii decydujące znaczenie ma ich walor dokumentacyjny.
Warto tu przypomnieć, że materiałem wyjściowym są obrazy tonalne o potencjalnie nieskończonej ilości kolorów. I tak np. format GIF (skompresowane obrazki) umożliwia zapamiętanie 256 barw co jest stanowczo zbyt małą wielkością dla tego typu obrazów (za to nadaje się on doskonale dla obrazków kilkubarwnych np. logo firmy). Format JPEG pozwala zapamiętać 16 mln kolorów i daje rewelacyjny stopień kompresji obrazów tonalnych. Jest on jedyną rozsądną w dniu dzisiejszym odpowiedzią dla fotografii w WWW. JPEG jest jednak zawsze formatem stratnym, co gorsza odczytanie pliku w takim formacie, wprowadzenie zmian i ponowne zapisanie spowoduje kumulację zniekształceń i nie da się tego uniknąć. Dlatego na etapie obróbki używam niestratnego formatu pozwalającego zapamiętać 16 mln kolorów. Wybór jest duży TIFF, BMP itd. Ja wybrałem PNG. Daje on stosunkowo duża kompresję i jest jednocześnie formatem niestratnym. Typowa fotografia prezentowana na ekranie zajmuje 300 - 800 kB. Ma on też tą przyszłościową zaletę (gdy transfery do domowego komputera będą rzędu 1MB/sek) że jest promowany na przyszłościowy format dla WWW i wyświetlają go wszystkie nowe i nieco starsze przeglądarki internetowe.
Publikacja
Fotografia zapisana w pliku formatu JPEG jest podłączana do strony WWW. Zawsze podawane są: jej rozmiar (przyśpiesza to wyświetlanie strony w przeglądarce), wiem że w dobrym tonie jest umieszczanie opisu dla czasu gdy nie jest załadowany obrazek i dla podpowiedzi pod kursorem jednak w przypadku 1001 ilustracji przedstawiającej grzyba wydaje się to nie mieć większego sensu, obramowanie jest ustalane na 0, chyba że fotografia jest odnośnikiem - wtedy obramowanie pozostawiam.
O konstrukcji serwisu WWW, linkach i typowych błędach.
Pytanie. Czy przy tworzeniu stron WWW na dysku lokalnym komputera po ich przeniesieniu do Internetu trzeba za każdym razem poprawiać linki?
Odpowiedź. Na szczęście nie ma takiej potrzeby jeśli stosuje się adresacje względną tj. w odniesieniu do lokalizacji dokumentu z którego następuje odwołanie, inaczej mówiąc bez pełnej ścieżki dostępu.
Np. jeśli w pliku A.htm robimy link do pliku B.htm znajdującego się w tym samym katalogu co A.htm, to wystarczy jeśli podamy <a href="B.htm">tekst linka</a;>
Jeśli B.htm znajduje się katalog wyżej niż A.htm podajemy <a href="../B.htm">tekst linka</a;> Jeśli dwa katalogi wyżej to podajemy <a href="../../B.htm">tekst linka</a;>, itd.
Jeśli B.htm znajduje się w podkatalogu o nazwie foto w katalogu w którym znajduje się A.htm to podajemy <a href="foto/B.htm">tekst linka</a;>.
Serwis tak zrobiony może być używany z dowolnego katalogu na dowolnym dysku czy w sieci. Tak jest skonstruowany i ten serwis.
Częste błędy przy tworzeniu stron WWW w Windows a potem przenoszeniu ich do Interntu:
1. W Internecie wielkość lister w nazwach plików i katalogów ma znaczenie. Innym plikiem jest a.htm a innym A.htm. Najlepiej zdecydować się konsekwentnie np. tylko na małe litery.
2. W Internetowych adresacjach używa się ukośnika / zamiast tzw. odwrotnego ukośnika \ jak w Windows. Przeglądarka internetowa przy pracy z kopią serwisu na dysku, poradzi sobie z obiema formami. Ale tylko ona. Należy konsekwentnie stosować ukośnik /.
3. Lepiej utrzymywać prostą strukturę katalogów. Jeśli nasz serwis ma mieć do kilkuset stron lepiej rozważyć ich trzymanie w jednym katalogu. Jeśli kilka tysięcy można rozważyć ich rozdzielenie na kilka, ale jak najmniej.
4. Raz przyjętej struktury i nazw lepiej się konsekwentnie trzymać ze wzlędu na wyszukiwarki internetowe. Decydują one w zasadniczym stopniu o popularności serwisu. Poindeksowanie przez nie naszego serwisu to czas kilku miesięcy. Z czasem zwykle strony (jeśli są odwiedzane) to idą w rankingu wyszukiwarek w górę, to proces trwający lata. Zgubienie przez wyszukiwarkę naszej strony po zmianie jej nazwy lub położenia zaprzepaszcza to wszystko na dłuższy czas.
5. Ja przynajmniej preferuję proste strony HTML i ich konstrukcję. Bez ramek, programowo generowanych menu i tzw. elementów aktywnych. Z dwóch względów. Po pierwsze wyszukiwarki internetowe mogą sobie nieporadzić z indeksowaniem, a one w 90% decydują o popularności, dwa przywiązujemy się mniej lub bardziej do określonych wersji i modeli przeglądarek internetowych.
Teraz w czym tworzyć strony WWW. Ja robiłem to początkowo całkowicie ręcznie w edytorze tekstowym (używałem i używam HomeSite bo znajduję go wygodnym i ładnie podświetla składnię HTML. W serwisie liczącym kilkanaście do małych kilkudziesięci stron taka forma była dla mnie wystarczająca. W miarę lat i urośnięcia serwisu do kilku tysięcy stron są one generowane tworzonym przeze mnie skryptem (w perlu) z plików tekstowych tworzonych ręcznie. Skrypt buduje standardowe elementy, generuje dolne i górne menu na stronie, tworzy indeksy oraz zastępuje nazwy gatunkowe w tekście linkami do odpowiednich stron.
O gotowych programach służących do generowania stron HTML nie mam pojęcia, bo na szczęście nie muszę ich używać.
Strona główna o fotografowaniu grzybów
w Internecie · direct links — * 2) Imgae Magick · * 1) QbA (Jakub Jewuła) - studio reklamy i poligrafii ·
wersja publikacji 15.01.2012.www · ostatnio zmieniana/last modified 12.12.2004 · została utworzona/was created 23.12.1997
kod html: <a href="http://www.grzyby.pl/fpublikacja.htm">Publikacja fotografii - Grzyby Polski, Fungi of Poland grzyby.pl</a>
BBCode na wielu forach: [url=http://www.grzyby.pl/fpublikacja.htm]Publikacja fotografii - Grzyby Polski, Fungi of Poland grzyby.pl[/url]









